Fastbook
16.06.2010 | autor: Ka.
Prawie nigdy nie rozmawiał ze mną o swoim dzieciństwie, o swoich miłościach, o miłości w ogóle, o rodzicach, o śmierci brata, o własnej chorobie, własnym cierpieniu, ani też o cierpieniu w ogóle. Nigdyśmy też nie rozmawiali o śmierci mojej mamy. Ani razu. Ja zresztą nie ułatwiałem mu sprawy i bynajmniej nie kwapiłem się do rozmowy, z której nie wiadomo co mogłoby w końcu wyniknąć. Gdybym chciał tu wyliczyć wszystko, o czym z ojcem nie rozmawialiśmy, wystarczyłoby tego na dwie książki. Ojciec wciąż pozostaje dla mnie nierozwikłaną tajemnicą”.
A wydawało się, że będzie tak pięknie. Apple otworzyło sklep z książkami. Elektronicznymi oczywiście. Niemniej proszę, literatura, nierzadko piękna, naraz wpuszczona została do wielkiej jadalni, gdzie cywilizowani konsumują elektronikę, gadżety, empetrójki i internet. Papierowe by się nie pomieściły, jadalnia wszak wielka, ale gdzie tam miejsce dla stosów kartek. Proszę, oto ebuki, proszę, oto gigabajty na dysku, pan się rozgości panie Singer, pan tu, panie Pamuk, i dla pani jest miejsce, pani Buck, oczywiście, noż gdzieżby na naszym dysku nie było miejsca dla Steinbecka. Wszyscy państwo zostaną podani na stół, po kolei, cierpliwie. Z pewnością ktoś państwa kupi i skonsumuje, po to właśnie sprzedajemy ajpada, wymyślilśmy szelest kartek na nowo. Powiększamy literki dla niedowidzących, podpowiadamy znaczenie słów dla tych mniej zorientowanych. Czytanie to teraz przyjemność, już nie ma, że trudne. Nasz wynalazek to zwieńczenie web 2.0. Bezstresowe czytanie. Fejsbukowy przycisk “Like” też się niedługo umieści, a, no i twitnąć czytaną frazę też będzie można.
Otóż to, książki. Z pewnością sprzeda się ich w sklepie Apple miliony. Jest tylko jeden mały szkopuł, zaskakujący w dobie internetu bez tajemnic. Wcale niełatwo wybrać właściwy tytuł. Robot iTunes zwany Geniuszem podsuwa pod nos muzykę, inny automacik pokazuje podobne programy dla iPhone. Być może za czas jakiś sklepik Apple podsunie nam pomysł na wieczorną lekturę.
Tak, skazani jesteśmy na robocika. Bo o ile internet zalany jest mniej lub bardziej trafnymi analizami kolejnych programów dla iPhone, opisami nowych gadżetów elektronicznych, o tyle odnalezienie trafnych i inteligentnych recenzji książek, graniczy wręcz z cudem. No i gdzie jest ta sieć bez tajemnic, cudowne web 2.0? Nie, nie chodzi o porównania Shelfari do biblionetki czy nakanapie.pl, Empiku do Barnes&Noble, a Amazona do wysyłkowej.pl. Chodzi o energię blogerów, czy forumowiczów. Czy po premierze iPada znalazł się w polskiej blogosferze sensowny tekst poświęcony użyteczności tego gadżetu jako nośnika książek? Czy ktoś dzieli się listą tytułów, które czyta? Owszem, pisze się o programach, prasie, nawet o muzyce, ale o książkach? Nie. Na zapytaniu o polski “oddział” iBooks się skończyło. Przeglądając fora internetowe i polską blogosferę dochodzę do wniosku, że nie byłby on nikomu specjalnie potrzebny. Wszak w naszym kraju iPad nie jest postrzegany jako czytnik książek, a raczej jako gadżet do korzystania z internetu. A w tym internecie jest sporo o wszystkim. Jednak najmniej jest o książkach.
Miało się wrażenie, że ludzie przychodzą i odchodzą, rodzą się i umierają, a książki są nieśmiertelne. Gdy byłem chłopcem, miałem nadzieję, że kiedy dorosnę, zostanę książką. Nie pisarzem, tylko właśnie książką. Ludzi można wybić jak mrówki, nawet pisarzy nietrudno jest zabić. W wypadku książki wszakże, nawet gdyby ją niszczyć metodycznie, pozostaje szansa, że jakiś egzemplarz ocaleje i przez wieki dalej będzie wiódł swój cichy żywot na regale, na półce w zapomnianej bibliotece gdzieś na uboczu, w Rejkiawiku, Valladolid czy w Vancouver”.
Czy pragnienie bycia książką ma jeszcze sens?
Tak, na każdym rogu mamy księgarnię. Niedługo będziemy mieli masową “konsumpcję” e-booków. Właśnie - konsumpcja, dobre słowo. Fastfood też się konsumuje. Nikt o jedzeniu z McDonalda artykułów nie pisze, bo i po co? To, co mamy teraz epokę fastbooków?
Ja jednak rozgorączkowany galopowałem dalej, torując sobie ścieżkę przez przedsionek, korytarz i służbówkę, wybiegałem do ogrodu, by zaraz wracać przejęty i bez reszty pogrążony w swych fantazjach, macałem i ostukiwałem ściany pięściami, aby odkryć w nich ukryte przed ludzkim okiem komory, tajne pomieszczenia, sekretne przejścia, katakumby, tunele, jamy, schowane nisze, zamaskowane drzwi. Do dziś nie dałem za wygraną.”
* Wszystkie cytaty są autorstwa Amosa Oza.