iLife ‘11 - Apple, dlaczego?!
autor: QDS
4.11.2010
Siła każdego komputera tkwi w oprogramowaniu, no chyba że spytać fanboja pc, to się dowiemy, że w gigahercach.
Zawsze wyczekuję prezentacji nowego softu, zwłaszcza od Apple. Używam maków od lat. Nie dlatego, że maja fajne logo, że ich produkty to pierwsza liga jeśli chodzi o wzornictwo. Ich potęga kryje się w rewelacyjnym oprogramowaniu. I nie jest ważne czy to oprogramowanie otrzymane “gratis” z komputerem, czy kupione za ciężkie pieniądze z półki Pro.
Uważam komputery Apple za lepsze od pc, bo bardziej wspomagają kreatywne tworzenie. Coś, co w stosunkowo szybkim czasie zrobię na maku, mogę pokazać bliskim, spowodować u nich radość i zadowolenie. To dla mnie największa wartość tych komputerów. Dlatego tak lubię iMovie, które pięknie pomaga w tworzeniu świetnych filmów dla rodziny, przyjaciół. Wydrukowane książki w iPhoto to jest to, co najlepsze od czasu “ucyfrowienia” zdjęć...
Jeśli ktoś używa komputera w domu głównie jako przeglądanie internetu, pisanie na gg, nigdy nie odczuje prawdziwej różnicy między mac a pc. Bo na tym polu wiele się nie zmienia przy zmianie systemu. Właśnie dlatego uważam pakiet iLife za kluczowy (zaraz za systemem operacyjnym), który wyróżnia maki na tle innych komputerów.
iTunes od wersji 1 jest moim odtwarzaczem muzyki, iPhoto również od początków jest moim softem zarządzającym zdjęciami. O iMovie nie ma co mówić - głównie dlatego kupiłem w 1999 roku iMac G3 DV SE z FireWire - to był wielki postęp w oprogramowaniu do montażu wideo za tak małą cenę. Naturalnie korzystam również z iDVD, w iWeb mam zrobione kilka stron, które leżą sobie na mobile me. Jedynie chyba w GarageBand stworzyłem kilka amatorskich piosenek i nie za bardzo go używam - jednak muzykę to wolę słuchać niż tworzyć.
Wspominam o tym, abyście pamiętali, że piszę to właśnie oczami wieloletniego użytkownika tego pakietu. Osoby nowe w świecie maków, a tym bardziej krótko użytkujące pakiet iLife, nie będą pewnie widzieć problemów, o jakich zaraz wspomnę.
Bardzo, ale to bardzo cieszyłem się z pokazania na ostatnim Keynote odsłony nowego iLife 11. Pokazane funkcje były dla mnie witane z otwartymi łapkami. Miło było widzieć nowe formy wyświetlania slajdów, czy szablonów do książek. Rozszerzone funkcje w iMovie to też miód na moje serce. Już dwa dni po premierze udało mi się zdobyć pakiecik. Był to piątek i wiele godzin przesiedziałem głównie przed nowym iPhoto. W poniedziałek nawet zamówiłem książkę z nowego szablonu i na kolejny dzień otrzymałem już wydrukowany…
Niestety najnowszy iLife to najgorsza wersja jaką Apple wydało w historii! Miałem już napisać o tym tydzień temu, ale postanowiłem wstrzymać się z opisem, bo myślałem sobie, że może poirytowanie i zdenerwowanie miną po kilku dniach używania. Myślałem, że wszelkie funkcje, których nie mogę znaleźć, w spokoju znajdę, lub wyjdzie update za 2-3 dni i naprawią niedopatrzenia. Minęły prawie dwa tygodnie i poniżej moje niektóre uwagi dotyczące wielkiego gniota od szanowanej firmy Apple.
Nowe iPhoto wydaje się stworzone bardzo szybko, wręcz niedopracowane.
Zabierzmy się na początek za wielce wywyższaną nową funkcję, jaką jest Fullscreen Mode.
Uwypuklano ją nawet dwa razy - przy okazji prezentacji iLife i pokazaniu nowych, przyszłych funkcji 10.7 Lion.
Tak wygląda to na zrzucie ekranu:

Najgorsze, że to totalny krok w tył! Czy nikt w Cupertino nie zauważył, że w tym nowym pięknym trybie Fullscreen mode nie możemy obejrzeć zdjęcia bez jakichkolwiek belek nawigacyjnych? Co to za “Fullscreen Mode” bez fullscreen?! Co śmieszniejsze, w poprzednim iPhoto mogliśmy podziwiać zdjęcie solo na ekranie.
Niezagospodarowana przestrzeń we wspomnianym trybie.
Można wręcz powiedzieć, że to totalne marnotrawstwo przestrzeni. Klikając na informacje zdjęcia mamy oczywiście ładny nowy widok a la gui aparatu pokazujące ISO, przysłonę, ogniskową, ale dlaczego tak wiele miejsca jest puste? Czy musi to być w formie tak wielkiej karty?

Wspomniałem, że wygląda jakby iPhoto robili szybko. Dlaczego?
Brak jednolitości w paletach o tym świadczy. Jeśli mamy tak wielkie połacie niewykorzystanej przestrzeni, to dlaczego przy powiększaniu zdjęcia pojawia się pływająca “stara” paleta od nawigacji zoomu? Nie można było tego wpasować w pole po prawej? Oczywiście nie zawsze mamy włączone opcje typu informacje, edycja czy utwórz, no ale jeśli już to jest aktywne, powinna paleta od zoomu się tam znaleźć.

Dodatkowo niespójny system nawigacji. Ewidentne niedopracowanie.
Będąc w trybie przeglądania książki nie można wrócić do widoku wszystkich projektów (widok wszystkich książek, kartek) - wejść trzeba w widok pełnoekranowy i pojawia się dopiero element nawigacyjny na górze kierujący do widoku wszystkich naszych projektów.
Niedopracowane ikony, to kolejny krok wstecz. Już nie możemy powiedzieć, że iPhoto to wysmakowany program z eleganckimi elementami (GUI) “międzymordzia”.

Wielkie ikony w trybie pełnoekranowym, których nie można zmniejszyć (podobnie wygląda sytuacja srebrnych ikon w normalnym trybie, ale z nimi można jakoś żyć). Dlaczego ktoś nie pomyślał o np. opcji włączenia małych eleganckich ikon? A co powiedzieć o ikonach po lewej stronie z menu w iPhoto? Ponownie jesteśmy świadkami braku konsekwencji - w iTunes dwa miesiące temu wymieniono kolorowe ikony na stonowane jednokolorowe - w iPhoto zostały “stare”. Albo się zmienia wszystko albo nic.
Jak już jesteśmy przy elementach nawigacyjnych - obrzydliwe ikony od kontrastu, rozjaśnienia itp.

To samo można powiedzieć o guziczkach od usuwania czerwonych oczu, uwydatnienia kolorów… to jest tak wielkie, tak bije po oczach, jak nic co było dotychczas. Jak można zaprojektować program w taki sposób? Efekt przypomina mi stary program od mojego skanera Canona… ale to było 10 lat temu. To się nazywa zaskoczyć użytkownika! Dopieszczać iPhoto przez lata, aby pewnego dnia zastąpić piękno, bezstylową dziecinadą!

To wszystko (wielkie ikony, duże napisy, pseudo fullscreen) wygląda jakby było przygotowane do dotykowych ekranów, aby łatwiej trafić paluchem w ikonę. No ale Stefan z ferajną zarzekają się, że to nie tędy droga… w takim razie dlaczego wypuścili tak ukierunkowany (i brzydki) interfejs?
Całokształt dopełniają takie ficzery jak:
Powolność działania - głównie widać to w braku płynności przewijania zdjęć, lub wydarzeń. Nie ma znaczenia, czy to są malutkie miniaturki czy duże, oczywiście wszystkie pliki to jpeg, nie rawy. Czkawka w przewijaniu jakich mało.
Kłopoty z flickr - pięć razy wpisywałem hasło, autoryzowałem iPhoto jako uploadera na flickr. Potrafił w podzięce iPhoto pokazywać galerie flickr podwójne, lub wcale.
Twarze - nadal kiepskie rozpoznawanie, brak możliwości usunięcia błędnych twarzy, (pojawiają się za jakiś czas ponownie). Tak się ostatnio złożyło, że miałem styczność z pecetowym Google Picassa 3.8. Szczęka mi opadła, jak zobaczyłem celność rozpoznawania twarzy. Różnica ogromna w porównaniu z iPhoto. Aktualna wersja nie wniosła nic nowego.
Z podręcznych (przypomnę: wielkich) ikon usunięto szybkie zamieszczenie zdjęcia na biurko. Pod ikonką “Udostępnij” już tego nie ma. Co ciekawe, na górnej belce systemowej w menu Udostępnij “Ustaw jako tło biurka” nadal istnieje. Kolejna niekonsekwencja, czy zwykłe przeoczenie?

Wysyłanie zdjęć mailem. Nowa funkcja! Wszystko bezpośrednio w iPhoto. Dlaczego nie mogę wysłać maila zwykłego tylko papeteria? Wielka szkoda.
Funkcja “wyślij mail” używałem często nie po to aby wysłać mail, ale aby łatwo i szybko zmniejszyć i odchudzić z kilobajtów kilka zdjęć. Teraz mam tylko nową funkcjonalność, która dodatkowo zatrzymuje mi pracę w iPhoto, dopóki łaskawie mail nie zostanie wysłany. Poprzednio mogłem dalej pracować w iPhoto, a np. przygotowane maile trzymać jako robocze i wysłać, kiedy będę chciał.
Kilka moich zdjęć po update biblioteki do nowego iPhoto trafiło do innych Eventów. Myślałem, że to może przez przypadek sam zrobiłem, ale nie jest to możliwe - niektóre zdjęcia są pierwszy raz przeze mnie oglądane od lat. Nie mogłem ich przypadkiem nawet przemieszczać. Po rozejrzeniu się w internecie okazało się, że to faktycznie jest jakiś problem nowego iPhoto. Podobno nowa łatka wydana na dniach naprawia ten problem.
Wykasowano tworzenie kalendarzy. Obiecano, że powrócą. Ponownie myślę o tym, że baaardzo szybko robili to iPhoto i nie zdążyli dodać nawet funkcji, które w poprzednich wersjach były już na swoich miejscach.
W trakcie przygotowywania książki trafiłem na upierdliwy błąd dotyczący wracających standardowych, domyślnych nazwy na mapach. Możemy dodać sobie w projekcie mapę, która będzie pokazywać miejsca zrobionych zdjęć. Można te nazwy łatwo edytować. Niestety po chwili, (kilka minut, lub przewrócenie kilku kartek w książce) wracają domyślne. Chcąc zmienić miejsce “Poznań”, na “stare śmieci” i mieć to w druku - muszę szybko to zrobić i zapisać całą książkę w PDF. Jak przyjdzie do edycji jakiegoś zdjęcia, ponownie muszę nanieś poprawki na mapie, bo oczywiście wszystko wróciło “do normy”.
Co by nie było tak negatywnie ;-) Nowe iPhoto to ogromne uwstecznienie w ergonomii, estetyce, stabilności. Najgorsza odsłona tego programu. Ale nowe szablony książek są świetne! Wspólne, jedno miejsce od ustawień wszystkich kont… dodatkowe pokazy slajdów również są godne odnotowania. Niestety nie spowodują zmiany mojego zdania. Przesiadasz się drogi użytkowniku na własną odpowiedzialność.
O iMovie mogę wspomnieć, że to jest godny następca poprzedniego wydania. Wiele naprawili, dodali nowe, fajne funkcje jak np. trailery. Oj piękna to rzecz! Wiecie, ile ja podobnych filmików namęczyłem się na piechotę? W najnowszym iMovie to wychodzi bardzo ładnie z automatu. Rozszerzenie, można rzec zgłębienie tematu udźwiękowienia filmu, to mocne uaktualnienie. Bardziej precyzyjna praca ze ścieżką i zabawne zniekształcenia / filtry są łatwe w użyciu, a zarazem bardzo praktyczne.
Z entuzjazmem przyjąłem też możliwość publikacji bezpośrednio z programu na serwis vimeo - jakoś bardziej mi się podoba jego filozofia działania, wygląd czy towarzystwo publikujących, komentujących, w porównaniu z ogromnym śmietnikiem YouTube. Nie wysłałem jeszcze z iMovie filmu na Vimeo, ale w tym tygodniu będzie ku temu okazja.
iWeb - brak jakichkolwiek znaczących zmian. Nawet okienko powitalne, kieruje do samouczków iWeb ‘09. Oj oczekiwałem wiele nowego, zwłaszcza po tym jak Apple ostro zabrał się za propagowanie HTML5. Dlaczego w tą stronę nie poszli? Ponownie brak czasu? Słów brak, przeklinać nie będę ;-)
To samo tyczy się iDVD - program został taki jak dwa lata temu, i jeszcze dalej. Praktycznie nic się nie zmieniło od wersji iLife ‘08. Dam głowę, że nie naprawili nawet błędów jakich pełno w tym programie. Przyznam, że nie było okazji w ostatnich dniach wypalać jakiegoś projektu, ale w tym roku jeszcze mam w planie zagonić go do roboty.
Jak już wspomniałem na wstępie z GarageBand nie mam za bardzo wspólnego języka, ba, nawet nie instalowałem nowej wersji. O opinię musicie zasięgnąć osoby obeznane w temacie. Przedstawione nowe funkcje na Keynote napawają optymizmem, i mam cichą nadzieję, że poszły w dobrą stronę tak jak w iMovie, a nie jak w iPhoto.
Podsumowując.
Po krótkim czasie spędzonym z nowym iLife ‘11 wiem, dlaczego Apple sprzedaje go za niespełna 200zł. :-) Ten pakiet jako całość nie jest wart nawet tych pieniędzy. iPhoto na którym najbardziej mi zależało, okazał się niegodny poświęcenia nawet czasu na tą recenzję. Osobiście wracam do poprzedniej wersji. iMovie to dla mnie jedyny godny uwagi produkt. Może muzycy jeszcze docenią GarageBand. Przy okazji już wiem, że Mac App Store będzie świetnym pomysłem. Będzie można kupić programy osobno. Gdyby sklep działał już dziś, skusiłbym się tylko na nowe iMovie za 20$...
Zawiedziony nowościami
QDS



