MacBook Pro 13”, 2.4 GHz - wrażenia lowendera
autor: jar
25.04.2011
Lowender - to termin stosowany dla określenia osób wyznających filozofię nabywania i używania modeli komputerów nie tych najnowszych, lecz z przedostatniej edycji czy serii. W czasach dawniejszych uważano takie postępowanie za roztropne, gdyż pozwalało to uniknąć przypadłości tzw “wieku dziecięcego” modeli najnowszych, a przy okazji wydawane pieniądze bywały mniejsze niż wynosiła cena takiego najnowszego modelu, gdyż po pojawieniu się na rynku nowego modelu, te poprzednie ulegały znacznym niekiedy obniżkom cen. I tak kiedy wchodziły maszyny z USB i potem z FireWire świadomie zakupiłem desktop G3 “Gossamer” ze sprawdzonymi interface SCSI i ADB; kiedy wchodziły ‘booki z Intelami zakupiłem ostatni model PB G4 12” 1.5 GHz z maksymalną ilością pamięci operacyjnej 1.25 GB, a od kilku dni jestem użytkownikiem MBP 13” 2.4 GHz pod Mac OS 10.6.7. ze standardową ilością RAM 4 GB. Jako taki nie do końca zwolennik filozofii makowych laptopów produkowanych po PISMO, czyli po roku 2000 byłem - mówiąc bez ogródek - przygotowany na kolejną porcję zawodów i niezadowolenia tak, jak po przejściu z Wallstreeta II na iBooka G4 12”, a po nim na PowerBooka G4 12” w jego ostatniej edycji - 1.5 GHz z maksymalną ilością pamięci operacyjnej. Tymczasem moja obecna maszynka zaskoczyła mnie niepomiernie in plus. Jest to dla mnie pierwszy od czasu PISMO taki bardzo “mój” laptop, bijący na głowę jako narzędzie dla mnie i iBooka G4 i PB Little Alu G4 12” pod OS 10.4.11.
Tutaj słowo wyjaśnienia: używam komputerów Macintosh Apple od ok. 25 lat. Do moich działań nie potrzebuję wielkich mocy obliczeniowych: nieczęsto oglądam materiały video, praktycznie nie słucham muzyki, nie gram w “zasobożerne” gry. Moja wielogodzinna, codzienna działalność sprowadza się do pisania i edycji tekstów, do prostej obróbki ilustracji/grafiki, do stałego kontaktu z licznymi respondentami i zasobami danych zamieszczonymi w internecie. Od kilku lat gros działalności wykonuję siedząc na fotelu, trzymając komputer dosłownie na kolanach, co eliminuje możność używania myszy i klawiatury zewnętrznej, i tak jedyne używane przez mnie maszynki to laptopy, siłą rzeczy “sterowane” przez mnie tylko trackpadem i klawiaturą. Ta ostatnia okazała się jednym z najważniejszych dla mnie elementów optymalnego dla mnie komputera.
Należę do osób używających klawiatury tak, jak się pisało na mechanicznych maszynach do pisania. Mam tu na myśli układ rąk na klawiaturze, czy dokładniej - kąt “natarcia” palców na powierzchnię klawiszy. W takim jak mój przypadku ów kąt jest zbliżony do kąta prostego, i stąd może sprawiać wrażenie “bębnienia” czy “młoteczkowania”. Takie pisanie wymaga raczej większego skoku klawiszy oraz ich wyraźnej prężności, responsywności pod palcami. Ongiś ze znakomitych w takim sensie klawiatur słynęły takie modele makowych ‘booków jak: PB 1400, potem - do dziś uważany za wyposażony w najlepszą klawiaturę Wallstreet II aka PDQ, podobnie legendarne dziś PB Fire Wire aka PISMO. Literki na powierzchniach klawiszy w tych modelach były wykonane w sposób dostosowany do ich używania, i rzeczywiście - literki klawiatur moich: Wallstreet II i PISMO są wciąż znakomicie czytelne.
Później nastąpiły zmiany; coraz większa liczba użytkowników zaczęła pisać techniką bezwzrokową, zmienił się układ rąk/palców na taki bardziej horyzontalny, kiedy to powierzchnie klawiszy są jakby “głaskane” - nie “uderzane” opuszkami palców ułożonych bez mała horyzontalnie w stosunku do powierzchni klawiszy. W parze z tym poszły zmiany w konstrukcji klawiatur. Zapanowały klawiatury typu “chicklet” o minimalnym skoku klawiszy, miękkie pod palcami, a na dodatek literki były nadrukowywane powierzchniowo na górnych płaszczyznach klawiszy. W tej sytuacji tacy jak ja użytkownicy starszej daty jęli doświadczać wielkich problemów z racji wciąż ścierających się nie tylko literek ale i całych powierzchni klawiszy pomalowanych barwą białą lub srebrzystą. Niżej podpisany w iBooku G4 w ciągu półtora roku wymienił trzy klawiatury, a w PB G4 Little Alu, po wymianie trzech klawiatur powróciły do łask ubiegłowieczne naklejki na klawiaturę, które, wymieniane co kilka miesięcy zapewniały jaki taki komfort pracy.
Klawiatura w moim MBP jest jakby posadowiona w takim zagłębieniu. Idealnie do niego pasuje nakładka iSkin z przeźroczystego - czy “prawie” przeźroczystego, elastycznego tworzywa, którą kiedyś sprowadziłem z USA. Wzmaga ona responsywność klawiszy i odczucie nie jest już dla mnie takie “miękko-plastikowe”. Fakt, nakladka nie jest idealnie przeźroczysta i z tego powodu nie bardzo pomagała mi w pisaniu na klawiaturach moich laptopów G4, gdyż literki były słabo widoczne po nałożeniu iSkin. Ale białe literki na czarnych klawiszach MBP plus włączające się podświetlanie zapewniają mi znacznie lepszą widoczność literek na klawiszach niż w moich poprzednich laptopach - tych po PISMO. Do tego: podświetlana klawiatura winna być wręcz zalecana przez lekarzy czy zwolenników dobrej roboty osobom od pewnego wieku/stanu wzroku. I tak, aczkolwiek zdecydowanie wolę pisać na Wallstreecie czy PISMO, znajduję klawiaturę w obecnym MBP o niebo lepszą dla mnie niż klawiatury w maszynkach G4 o których wspominałem powyżej.
Następnym plusem dla mnie - a może i dla innych użytkowników z kilkudziesięcioletnim stażem makowym, pracujących od lat z tekstami - jest sprawa odczytywania starych dokumentów tekstowych. Na obecnym MBP pod OS 10.6.7 mogę “od strzału” odczytać w TextEdit ważne dane z dokumentów tworzonych od + 20 lat w aplikacjach: MacWrite 4, MacWrite 5, MacWrite Pro. Formatowania i diakrytyka nie “przechodzi”, ale to, co ważne, czyli: daty, nazwiska, tytuły podawanych w danym tekście źródeł są czytelne bez konieczności jakichś extra zabiegów; pod poprzednimi wersjami OS było to “odpalanie” środowiska Classic, czy żmudne konwertowanie skryptem czy specjalnym programem - tu po raz kolejny serdecznie dziękuję @Blubert za poratowanie mnie czas jakiś temu napisaniem sposobnego Apple Skryptu. Obecnie to, czego nie zdążyłem przekonwertować, jest czytelne bez konieczności takich zabiegów specjalnych.
Mam świadomość iż moje indywidualne uwarunkowania i preferencje są raczej udziałem Macuserów występujących w kraju w znacznej mniejszości. I stąd zapytałem Przyjaciół z tego Forum: czy napisanie tego tekstu ma sens dla znacznej liczby Osób używających obecnie u nas Maków? Moje wrażenia mogą być sensowne dla ludzi dochodzących do siedemdziesiątki (uwarunkowania organizmu), o bardzo długim stażu używania Maków i mających bardzo wiele ważnych dokumentów tworzonych na Makach od około ćwierć wieku. I dla takich zajawiają się wyraźnie plusy tego systemu na którym działam obecnie. Nie chcę, aby taki tekst był tylko rodzajem wspominek z lat dawnych. Po prostu to, co jeszcze dwadzieścia czy więcej lat temu nie było dla mnie zauważalne, dziś jest wielkim plusem danej maszyny/systemu. A może - jak czytam z radością - wielu moich Młodszych Przyjaciół komputeryzuje Makami swoich Rodziców, i to dla takich Osób starszych powyższe uwagi będą jakoś przydatne?



