Minimalizm w rytmie bobo
autor: arth
1.04.2011
if ( geeks, nerds, fanboys == true )
warning {
"Czuję się zobowiązany na wstępie Was ostrzec. Ten tekst kompletnie nie będzie ani o komputerach, ani o Apple. Minimalizm to nie tylko zagadnienia designersko-estetyczne czy też umiejętne korzystanie z jabłecznego inwentarza, ale to także, a może przede wszystkim, pewien sposób na życie, skuteczna metoda na swoiste porządkowanie codziennego zgiełku i bałaganu. Tak się jakoś złożyło, że od jakiegoś czasu jestem tatą, a że jest to naprawdę duża rzecz, to chciałbym się z Wami podzielić moimi doświadczeniami. Nie będzie to żadna psychologiczna analiza w rodzaju, jak to jest być rodzicem - na aż taki dystans jeszcze mnie nie stać. Pozwolę sobie za to przybliżyć pewien rodzaj podejścia do niełatwego zagadnienia obsługi bobasa, a będzie to podejście stricte minimalistyczne. Na dodatek z ekologicznym akcentem."
}
Arrakis naucza filozofii noża
– odcinamy to, co niekompletne, i mówimy:
„Teraz jest kompletne, ponieważ tutaj się kończy”.
Myśli zebranych Muad’Diba pióra księżnej Irulany.
“Diuna” Frank Herbert
To już? Ojej, będę Tatą. To cudownie! Cudowne też jest to, jak ta myśl ewoluuje, jak pęcznieje świadomość ogromnej, jeśli nie największej, zmiany w życiu człowieka. Okazuje się, że każda chwila w życiu ma znaczenie, bo, wierzcie lub nie, ma znaczenie to kim jesteśmy, a największe będzie miało dla naszych dzieci. Także jeśli jeszcze nie jesteś ojcem lub matką, to pamiętaj, wszystko co robisz, wszystko co myślisz, będzie w przyszłości budować nową ludzką istotę, na dodatek, najważniejszą istotę w Twoim życiu.
To by było na tyle tytułem moralizatorskiego wstępu. Dalej będzie tylko gorzej, bo mój syn już dawno skończył pierwszy rok życia na tej cudownej planecie, więc pozjadałem już wszystkie rozumy i jestem (oj) bardzo nadęty. (Zaraz sobie pęknę.) Nie mniej jednak stać mnie na obserwację natury ogólnej, iż każdy żyje tak jak potrafi najlepiej, albo tak jak mu wygodniej. Nie zamierzam więc nikogo do niczego przekonywać, ani na nic nawracać. Chciałbym jedynie, abyście wiedzieli, że macie wybór, bo ja na przykład nie wiedziałem.
Niemal wszyscy dookoła mnie ostrzegali, że teraz to będzie mnóstwo obowiązków i wydatków. Że małe dziecko to jak z jakimś jajkiem, a w ogóle to tylko ryczy oraz wyje, głównie jednak robi kupę (dużo kup), a przede wszystkim siku. Że się nie będę wysypiać i tak dalej, i tak dalej, w nieskończoność. Cóż, nieco niedojrzałe bywają współczesnych rodziców horyzonty, ale każdy wie lepiej, itp. itd. Tym bardziej, że powszechnie panujące stereotypy na temat pielęgnacji niemowląt nie pozostawiają rodzicom zbyt wielu szans na powiedzenie Nie konsumpcyjnej karuzeli producentów, koncernów i korporacji, napędzanej przez grę na najsilniejszych ludzkich emocjach.
Niestety nie ma recepty na to jak być dobrym rodzicem. To znaczy są, ale trywialne i niemal zawsze spłaszczają kontekst do miernej generalizacji. Trzeba znaleźć własną drogę, a to bywa na ogół najtrudniejsze…
Powrót do natury
Moja Księżniczka długo zastanawiała się jak to było w prehistorycznych czasach. Jak ludzie pierwotni radzili sobie bez jednorazowych pieluch, bez smoczków, bez kremików do pupy, bez podgrzewaczy do butelek, bez butelek? Jak dbali o swoje pociechy, musząc jednocześnie pilnować domowego ognia, polować na tęgie mamuty i jednocześnie często się przemieszczać na niemałe odległości?
Martwiło ją, że ludzkość w miarę “cywilizacyjnego postępu” coraz bardziej oddala się od własnych naturalnych instynktów, które przecież tak jasno zdają się rozświetlać ścieżkę rodzicielstwa. W Nowym Jorku, na przykład, 95% porodów to zaplanowane “cesarskie cięcia”, dodajmy, suto zakrapiane farmaceutykami. Niewiele osób zastanawia się nad wynikami wieloletnich badań, które mówią wprost, że zabieranie dziecku tej pierwszej drogi w życiu do światełka w waginalnym tunelu, to pozbawianie go naturalnej odporności, którą nabywa właśnie “na trasie”. Dzieci, które uniknęły wysiłku porodowego są znacznie bardziej podatne na infekcje w późniejszych etapach życia, statystycznie mają słabszy system immunologiczny. A przecież można po prostu urodzić. Niestety, w wysokorozwiniętych społeczeństwach Zachodu, (gdzie rolę akuszerki przejął lekarz, którego postrzeganie w sposób paradygmatyczny wyznacza wizerunek mężczyzny w białym kitlu ze skalpelem w ręce, który “zawsze wie lepiej”) poród kobiety najczęściej kojarzą z bólem, z obawą przez nieznanym. Wielka szkoda, bo narodziny dziecka powinny być jednym z najszczęśliwszych momentów w życiu. Jestem feministą, ale nie powinien być chyba żadnym novum fakt, iż kobiety świetnie nadają się do rodzenia dzieci. Wiedzą (ale większość “zapomniała”) dużo lepiej, niż lekarze, jak to robić. Z autopsji mogę powiedzieć tyle, że wertykalnie jest łatwiej. Nie mniej jako tzw. osobnik współrodzący po szczegóły odsyłam Was do guru naturalnych porodów, Hinduski z polskim i niemieckim wykształceniem, wyklętej przez polskie środowisko położniczo-ginekologiczne, dr. Preeti Agrawal, która świetnie opisuje początki rodzicielstwa w książce Odkrywam macierzyństwo. Niech tytuł nie zrazi przyszłych tatusiów. Dla Was to również obowiązkowa pozycja! Dzięki tej książce udało nam się kompletnie wyeliminować strach przed porodem, a samo doświadczenie narodzin przeżyć bardziej świadomie, bez znieczulaczy, skalpeli i strzykawek.
Wynalazek człekokształtnych
Archeolog i antropolog, Timothy Taylor w swojej ostatniej książce The Artificial Ape (Sztuczna małpa) stara się udowodnić tezę, według której jakoby gatunek ludzki dotarł do obecnego punktu w cywilizacyjnym rozwoju, nie tyle dzięki darwinowskiej selekcji naturalnej i rozwoju inteligencji, ale dzięki skutecznemu używaniu narzędzi. Taylor stara się dowieść, że to właśnie technologia sprawiła, że rodzaj Homo mógł się rozwijać, a nie odwrotnie. Autor udowadnia, że pierwsze narzędzia - ociosane kamienie, pojawiły się znacznie przed przedstawicielami z rodzaju Homo, a mianowicie w rękach Australopiteka, który żył ponad trzysta tysięcy lat wcześniej. To więcej niż cały okres obecności Homo sapiens na tej planecie. Najciekawsza w tej historii jest jednak rola chusty, jako narzędzia do noszenia dzieci, która, jak się okazuje, w znaczący sposób ukształtowała ewolucję ludzkiego gatunku.
Otóż, nasz badacz konstatuje, że przedstawicielki wyprostowanych człekokształtnych miały niemały problem, przemieszczając się po sawannach z potomstwem, gdyż jego noszenie pochłaniało bardzo dużo energii, najwięcej ze wszystkich codziennych czynności, więcej nawet niż karmienie piersią. I tutaj w pewnym momencie pojawia się wynalazek pętołka z tkanki zwierzęcej do noszenia potomstwa, który rozbił szklany sufit postępu naszego gatunku. Odtąd można było się przemieszczać nie tracąc zbyt wiele sił, mając wolne ręce i jednocześnie trzymać maleństwo blisko siebie. W jaki sposób wpłynęło to na ludzkość? Przestał obowiązywać paradoks inteligentnego dwunoga, a więc pokrótce mówiąc, wielkość głowy noworodka przestała być uzależniona od rozmiaru miednicy matki, bo to właśnie dzięki wynalazkowi chusty, mózg (oraz głowa) mógł się rozwijać i rosnąć już poza macicą. Tak oto, w tych wysoce stechnicyzowanych warunkach mózg ludzki zaczął się powiększać! Zarzut braku dowodów na to, że nasi przodkowie używali zwierzęcej tkanki do noszenia swoich dzieci, Taylor odpiera, że o funkcjonowaniu takiego narzędzia wnioskuje się w taki sam sposób, w jaki na podstawie prehistorycznych szkieletów, a właściwie fragmentów kości, rekonstruuje się wygląd zewnętrzny czy budowę organów wewnętrznych.
A dziś, na co dzień, w czym chusta może być pomocna? Przecież nie biegamy już (zbyt często) po sawannach, XIX wiek przyniósł nam popularyzację wózków dziecięcych na masową skalę, a i mózgi u Homo sapiens od dłuższego już czasu zdają się kurczyć. Będę jednak stać na stanowisku, że chusta wciąż pozostaje genialnym wynalazkiem i to z tych samych powodów co tysiące lat temu. Szczególnie przydaje się w pierwszych miesiącach życia dziecka, bo jest to dla niej/niego szczególnie trudny okres. Tęskni bardzo za ciepłem maminego brzuszka, za biciem drugiego serca. Potrzebuje wtedy dużo zrozumienia, czułości i ciepła. Dzięki wynalazkowi chusty można to wszystko maluchowi zapewnić, zachowując przy tym maksimum swobody działania, wszak obie ręce mamy wolne. W późniejszym okresie bobas noszony w chuście staje się aktywnym uczestnikiem otaczających go wydarzeń, bierze niejako udział w sytuacjach, w których znajduje się w danej chwili rodzic, bo wszystko dzieje się w “jego/jej” polu widzenia. Nie musi szukać dorosłych z przepastnych głębin wózka. Z kolei zimą chusta w połączeniu z kurtką do noszenia pozwala z dość dużą zwinnością pokonywać wszelkie zaspy, w których grzęźnie każdy, choćby najmodniejszy i najdroższy wózkowy bolid. Przede wszystkim jednak chusta stanowi doskonałe narzędzie zachowania naturalnej bliskości i intymnego kontaktu z maleństwem w niemal każdej codziennej sytuacji.
Naturalna Higiena Niemowląt
A co robili nasi pierwotni mamutożercy, kiedy bobasowi zachciało się siku? Robili pieluchy z liści? Śmiem wątpić. A może pozwalali oznaczać teren w pobliskim ukrzaczowieniu? Współczesne pieluchy jednorazowe oferują rodzicom wytchnienie do 9 (a te tzw. nocne nawet do 12!) godzin od dbania o spełnianie potrzeb fizjologicznych swoich pociech, co zresztą doskonale wpływa na sprzedaż środków na odparzenia (kremików, zasypek, chusteczek).
______________________________REKLAMA______________________________
Oj tam odparzenia! Mózg! Najlepsze warunki dla rozwoju połączeń neuronalnych, dla eksplozji niezliczonych zwojów synaptycznych w młodym mózgu istoty ludzkiej jest wylegiwanie się we własnych odchodach! Fantastyczny komfort do 9 godzin dziennie! A to wszystko w rewelacyjnie promocyjnej cenie w pobliskim supermarkecie…
____________________________________________________________________
Jak się zapewne domyślacie, my wybraliśmy inną drogę. Każde dziecko od pierwszych dni życia wyraźnie sygnalizuje swoje fizjologiczne potrzeby. Czasem jest to język ciała, czasem specyficzny grymas. W zachodniej kulturze przyjęło się zupełne ignorowanie tych sygnałów. My jednak postanowiliśmy szanować naszego młodego człowieczka i na te podstawowe życiowe potrzeby reagować. Okazało się, że nie trzeba do tego polować na mamuty, poza tym 70% dzieci na świecie w ogóle nie używa pieluch. Na Zachodzie jest to element podejścia zwanego Elimination-Communication. Na polski grunt zagadnienie to przeniosła Kinga Cherek i nazwała Naturalną Higieną Niemowląt (o czym możecie poczytać w jej prześwietnej książce Pożegnanie z pieluszkami oraz na stronie http://bezpieluch.pl).
Wspomagamy się jednak ekologicznymi pieluchami wielorazowego użytku, które, nie dość, że w konsekwencji są znacznie tańsze, bo jedna kosztuje niewiele więcej niż opakowanie “pampapersów”, to nie rozkładają się przez 500 lat (!) jak ich jednorazowe odpowiedniki. A dodajmy do tego, że w zależności od częstotliwości przewijania jedno dziecko w czasie całego “etapu” pieluchowania generuje od 6 000 do 10 000 jednorazowych pieluch.
Oczywiście odpowiadanie na sygnały maleństwa może polegać tylko i wyłącznie na proponowaniu “załatwienia” potrzeby w inny, bardziej cywilizowany (sic!) sposób czyli do toalety lub umywalki (w asyście ramion opiekuna, rzecz jasna). Maluch bardzo szybko zaczyna kooperować i jeszcze wyraźniej sygnalizuje swoje higieniczne zamiary. Jednak w perspektywie efekty bywają różne. Komunikacja toaletowa ma swoje fluktuacje w zależności od danego momentu w rozwoju, niemniej więź, jaka się nawiązuje między rodzicem a dzieckiem, które w tym podstawowym życiowym aspekcie czuje się zrozumiane, jest nie do przecenienia. Późniejsze przejście na pełną nocnikową samoobsługę nie powinno przysporzyć większych trudności, a do tego czasu tworzy się bardzo silna relacja z potomstwem, która umacnia się jeszcze bardziej jeśli będziemy (zresztą zgodnie z Attachment Parenting) aktywnie odpowiadać na inne pragnienia, takie jak przytulanie czy karmienie na żądanie.
Gadżety, których nie znamy
Chcąc pozostać w jak najbliższym kontakcie z własnym dzieckiem i starając się pracować nad tym, żeby lepiej spełniać jego potrzeby, dzielić się miłością odrzuciliśmy właściwie większość atrybutów, nierzadko błędnie postrzeganych jako nieodzowne przy opiece nad bobasem. Karmienie piersią na żądanie, na przykład, pozwoliło na odrzucenie butelek i smoczków (źle wpływają na zgryz, a i nie są obojętne na próchnicę), brak konieczności stosowania mleka modyfikowanego (http://laktacja.pl) oraz… wszelkich przedmiotów z tym związanych. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca karmienie piersią do co najmniej drugiego roku życia dziecka. Tylko kobiety, które się na to decydują wiedzą, ile wysiłku i wyrzeczeń to wymaga, ale daje też wiele korzyści dla samych kobiet, ponieważ długotrwała laktacja znacznie zmniejsza ryzyko raka piersi oraz osteoporozy w wieku pomenopauzalnym. Naturalna Higiena Niemowląt pozwoliła wyswobodzić się od produkowania tysięcy jednorazowych śmieci, jak również prawie zupełnie zbędne stały się maści, środki na odparzenia, kremiki do pupy oraz… wszelkie przedmioty z tym związane. Dzięki chuście przez pierwsze pół roku nie posiadaliśmy wózka ani też... wszelkich przedmiotów z tym związanych. Mógłbym tak jeszcze wymieniać, bo wielu spraw nawet nie zdążyłem poruszyć. Najważniejsza jednak jest taka oto konstatacja, iż nie przyjmując do stosowania powszechnie panujących, wychowawczo-pielęgnacyjnych mentalnych reżimów i konsumerycznych procedur możecie być bliżej swojego dziecka.
Aż tyle.



