Minimalblog

Na jakim sprzęcie słuchacie muzyki?

autor: emil_wroc
18.07.2011

Obiecane kilka wynurzeń dotyczących sprzętu audio.
Może inni forumowicze dołączą się i opiszą sprzęt, na którym chcieliby słuchać ulubionej muzyki.

Otóż podstawowymi pytaniami, jakie powinno się zadać zastanawiając się nad tym, na czym słuchać muzyki, są moim zdaniem:
– jakiej muzyki słucham najczęściej?
– jaki lubię dźwięk: bardziej analogowy, ciepły, barwny, czy raczej selektywny, wyrazisty, błyskotliwie dokładny, detaliczny?
– czy angażuję się w zorganizowanie sprzętu od A do Z wraz z odpowiednim zaadoptowaniem pomieszczenia odsłuchowego, zakupieniem dokładnie dobranego sprzętu do preferencji muzycznych i dźwiękowych, czy raczej w pomieszczenie, które posiadam, nic nie zmieniając, chcę wstawić sprzęt, który poprawnie i ciekawie poradzi sobie z muzyką, której słucham, bez demolowania całości?

To tak z grubsza, pewnie “prawdziwi” audiofile wymienią zaraz jeszcze 40 innych kluczowych kwestii, ale z perspektywy czasu powyższe wydają mi się najistotniejsze.

Tak więc:
– słucham najczęściej hardrocka z lat 60 i 70, współczesnego i starego bluesa i rockbluesa (jeśli utrzymać takie gatunkowe rozróżnienie, a wydaje mi się, że to rozróżnienie jest całkiem uzasadnione), sporo jazzu i ostatnio indierocka (jakkolwiek go klasyfikować, generalnie wszystko spod znaku Arcade Fire)
– z racji powyższego lubię dźwięk analogowy, ale z wyrazistą dynamiką, ciepły, barwny ale jednocześnie w miarę dokładny
– w pokój, który mam, niewiele zmieniając chcę wkomponować system, który pociągnie z fajnym efektem powyższe oczekiwania.

Zatem moje wymagania nie są wybitnie audiofilskie. Nie słucham klasyki (choć znajomi próbują uparcie przekonać mnie do kwasów, ja skutecznie nie daję się zreformować, pewnie to kwestia czasu), więc i wymagania spadają nieco niżej.

System, który mam obecnie (kolumny QUAD 21L2, amp Kenwood KA-80, CD Marantz CD-52, kable głośnikowe i interkonekty robione na zamówienie w cenie budżetowej, ale z dobrej miedzi), kompletnie nie spełnia powyższych oczekiwań :). Dźwięk jest zbyt ostry i detaliczny, góra trochę zbyt krzykliwa. Fakt - detalami powala i dynamika średnicy jest pokaźna. Ale teraz bardziej mnie to drażni niż cieszy.
Jest drugim moim systemem i dlatego nie uniknąłem błędów. Stąd chęć zmiany na docelowo zestaw “idealny”.

Jako że (moim zdaniem) sercem systemu są głośniki (co ciekawe inne teorie audiomaniaków głoszą, że sercem jest napęd, jeszcze inne, że sercem jest urządzenie wzmacniające, a jeszcze inne, te najbardziej szalone, że sercem są kable. Dlatego daleki jestem od brnięcia w audiofilską filozofię. Wyznaję zasadę budowania tego, co jest mi akurat potrzebne, za kasę, którą akurat posiadam) docelowo chcę kupić paczki SONY SS-G7.
Tak, właśnie Sony.
W tym momencie początkujący, ale też często wieloletni audiofile robią zdziwioną minę, boć przecie marka porządnego audio to AdioAcademy, MonitorAudio, Avalon, DynAudio, Chario i setki innych, ale nie SONY. Toć to obciach. I owszem, obecnie Sony praktycznie nie posiada w swojej ofercie modeli kolumn hi-end (choć tu mogę się mylić, nie śledzę na bieżąco, raczej siedzę w starociach). A jeśli czasem na rynek takowe wprowadza, nie wojują one wiele na forach i targach HI-FI.
Ale – jak wcześniej zapowiadałem, interesuje mnie sprzęt leciwy. A 30 lat temu właśnie trzy, może cztery marki walczyły nie o to, aby wykazać się jak najwyższą sprzedażą (jak jest obecnie), ale o prestiż i to, by skonstruować najlepszy na świecie system HI-FI. Sony było jednym z liderów, obok JBL, Technics i kilku bardziej niszowych. Cała historia jest niezwykle ciekawa i barwna, piszę o niej w telegraficznym skrócie.
Dlatego SS-G7. Cała z resztą seria jest bardzo interesująca, ja miałem do czynienia i słuchałem dłużej SS-G3, SS-G5 i właśnie SS-G7. Seria “3” była bardziej budżetowa (obecnie takie głośniki można kupić za około 500 złotych), tym samym jakość dźwięku też jakoś ograniczona. Ale i tak “trójki” potrafią o wiele więcej i ciekawiej zaprezentować niż niektóre dzisiejsze “słupki” za kilka tysięcy. Seria “5” to również monitory, tak jak trójki, ale większe i o dwie klasy lepsze. Konstrukcja już trzy i pół drożna (bassreflex skierowany do przodu, dlatego nazwałem “i pół”, bo trzon konstrukcji to trzy głośniki, wysokotonowy, średniotonowy i niskotonowy). W tych kolumnach już mamy dużo lepszy wysokotonowiec i dynamika basu robi się niesamowita, ze względu na głośnik o średnicy trzydziestu kilku centymetrów.
No a docelowa siódemka to już jest jak dla mnie na tą chwilę głośnik idealny (czyli idealnie spełniający moje oczekiwania wyżej opisane). Duża konstrukcja, średnica niskotonowca 38 cm, co pozwala wedle praw fizyki na sterowanie powietrzem na takich częstotliwościach i z taką kontrolą, że przysłowiowe buty spadają. Przy czym bas jest doskonale kontrolowany, zaczyna się i kończy tam, gdzie powinien. Trzy głośniki, w tym świetny średniotonowy, dlatego średnica w nich jest najlepsza, jaką słyszałem w życiu. Tych głośników nasłuchałem się dużo, mój przyjaciel jest szczęśliwym posiadaczem pary w świetnym stanie. Jak dla mnie stereofonia, dynamika, ciepła i analogowa barwa a przy tym duża detaliczność, oraz niesamowita muzykalność sprawiają, że jest to zestaw na lata. Wysoka skuteczność (94db) natomiast sprawia, że napędzić je można niemal wszystkim, włącznie ze wzmacniaczami lampowymi o mocy 7 W na kanał. Zadziwia mnie do dziś co potrafiły pokazać na zestawie “marketowym” (choć o poukładanej i zacnej konstrukcji i tak samo ciekawym brzmieniu) Teac AH 500i. Konstrukcja potężna (jedna paczka pojemności 128 litrów ważąca 48 kg) sprawia, że nie ma żadnej potrzeby “biegania z suwmiarką” (jak mawia mój znajomy), żeby idealnie wyśrodkować ustawienie własnej głowy wobec obu kolumn celem uzyskania w miarę stabilnej stereofonii. Te kolumny jakkolwiek stoją i jakkolwiek wobec nich słuchacz siedzi – grają doskonale. I dodatkowy atut samej konstrukcji, zostały one zaprojektowane i obliczone (nb niektórych obliczeń w zakresie budowy tych kolumn mogło wtedy dokonać tylko NASA, więc japoński koncern dogadał się z sukcesem z amerykańską agencją) tak, by można je postawić z powodzeniem przy ścianie. Co przy dzisiejszych konstrukcjach słupkowych jest niemożliwe. Współczesne kolumny muszą stać przynajmniej metr od ściany, żeby mieć powietrze do odpowiedniej artykulacji dźwięku.

Więc “siódemki” to głośniki moich marzeń.

Tyle póki co, w wolnej chwili, jeśli będą zainteresowani ciągiem dalszym, napiszę o pozostałych klamotach.

A jeśli większość zanudziłem już powyższym fragmentem, to przynajmniej zadość uczyniłem własnej grafomanii pisząc publicznie o czymś, o czym do tej pory tylko gadałem do późnych godzin nocnych.