Pokaz za kulisami i na scenie?
autor: QDS
25.10.2010
Zacznę może od tego, co bardzo się wryło w moją pamięć i zrobiło duże wrażenie, a nie było wprost przedstawione przez Apple.
HTML5 to wielki zakulisowy król przedstawienia.
Wchodzę na stronę Apple, klikam przekaz na żywo i uwierzyć nie mogę. Punkt 19.00 naszego czasu odpala się wideo w takiej jakości, w jakiej jeszcze nigdy nie widziałem streamingu. Wręcz naturalnie z czystej ciekawości otwieram stronę na ipadzie. Obraz równocześnie bez jakichkolwiek opóźnień na imaku 24” i ipadzie. To samo zrobiłem na iphonie. Geekowa radość nie do opisania.
Wszędzie płynnie, w jakości HD. Nie bez znaczenia było zachowanie mojego imaka - wiatraczki jak zawsze z nudów kręciły się leniwie, ot tak co by nie zasnąć. Wybrałem przekaz na ipadzie, zszedłem do salonu i na kanapie wygodnie obejrzałem całą prezentację. Raz tylko się przyciął przekaz, no może bardziej trafne będzie stwierdzenie “cofnął się o 5 sekund”, takie małe wrażenie deja vu :-) Rewelacja, a internet w domu nie mam najszybszy (6 mega). Żaden przekaz na żywo nie może się równać z tym, co zaserwowało nam Apple. Jeszcze większy szacunek jak się ma świadomość, że to było baaardzo mocno oblegane wideo. Piszę o tym, bo pierwszy raz widziałem ten przekaz “w akcji”, wiem że już na początku września Apple coś takiego zastosowało przy okazji prezentacji iPodów, ale nie widziałem tego na własne oczęta.
Apple pokazał siłę technologii, którą tak mocno ostatnio promuje. Przy okazji ubił większość relacji “Live” (tekstowej, obrazkowej, czy wideo) na świecie. Wszyscy mający możliwość, wybierali po prostu informację z pierwszej ręki. Myślę, że z konferencji na konferencję będą znikać ze sceny takie przekazy live.
Po zakończonej prezentacji jeszcze raz pokazano smaczki ślicznego kodowania w HTML5 uaktualniając stronę główną Apple. Wchodząc na stronę ukazuje nam się na czarnym tle nowy MacBook Air i chwilę później dopiero cała strona z elementami nawigacyjnymi. Może po kilku razach już to zaczyna przeszkadzać, ale powiem szczerze - tego dnia Apple przekonał mnie całkowicie do tej technologii.
W takim stylu, wręcz zahaczając o minimalizm (choć to pewnie wprawna ręka kodera/estety), swoją czystością formy i lekkością HTML5 może wymieść Flash z podwórka. Proszę nie zrozumieć mnie źle - cały czas za złą kartę przyjmuję wojenkę Apple/Adobe, kastrację Flasha z iOS, bo najzwyczajniej to użytkownicy cierpią. Ale nie miałbym nic przeciwko, gdyby HTML5 zastąpił w pełni flash już dziś. (Piszę to jako odbiorca treści, nie jestem znawcą tworzenia w żadnym środowisku programistycznym.)

Już nie za kulisami, ale w blasku sceny zaprezentowano przedsmak nowego systemu 10.7 Lion. Temat ten nie przeszedł bez echa w internecie. Na własne oczy jesteśmy świadkami, jak na podstawie kilku zaprezentowanych funkcji przepowiadają wielcy znawcy: przyszłość, sukces i równie często wielki upadek Mac OS X.
Może trochę zdystansujmy się od wielkiego balastu wszelkiego rodzaju wyroczni i zwróćmy uwagę na to, co nam zaprezentowano.
Uwielbiam prostotę, minimalizm, przemyślane narzędzia i intuicyjność, dlatego bardzo się cieszyłem z tego Sneak Peek 10.7.
Nie będę tu rozprawiał na temat czy dobrze, że Mac OS X idzie w kierunku iOS, i czy zmierza do zamkniętej platformy tak jak ta mobilna, bo nie mnie to oceniać. Zwłaszcza, że nawet nie widziałem bety tego oprogramowania, a jedynie kilkuminutową prezentację. Pomijając to, widzę ciekawe ułatwienia. Liczy się produktywność, przyjemność z działania, a właśnie tak postrzegam zaprezentowane funkcje.
Uważam, że nie pokazano nam wodotrysków, zbędnych ficzerów. Zaprezentowano nam ciekawe sposoby w nawigacji i pracy z systemem. Choć są one zainspirowane iOS, nie można tego przyjąć za złą kartę, wręcz przeciwnie, warto z uznaniem patrzeć na firmę, która szuka ciekawych rozwiązań, opierając się na nowoczesnym systemie urządzeń mobilnych.
Pierwsza rzecz warta braw na stojąco to autosave. Wreszcie. Ile to lat wciskamy jabłko+S? Czy nie może tego robić za nas komputer? Już dziś taką funkcjonalność mam w ekosystemie Simplenote z Notational Velocity na MacOS X i uznaję to za “oczywistą oczywistość”.
Druga funkcja wzorowana na iOS 4 to zapamiętywanie stanu programu w czasie zamykania. Już nie bedziemy się martwić czy zamknać przegladarkę z kilkoma zakładkami, bo najzwyczajniej przy kolejnym odpaleniu zastaniemy dokładnie taki sam stan okien.
Wiele razy używając iOS myślałem sobie “o jak fajnie by było, gdyby zrobili instalację programów w Mac OS X na wzór iOS”. Pokaz nowego rodzaju instalacji w Mac OS X na przykładzie Pages to jest to, co chciałem ujrzeć.
Kolejna sprawa: LaunchPad z folderami - piękna myśl, minimalizm pełną gębą. Dok będzie tylko dla Findera, LaunchPada, Kosza i aktualnie używanych programów, a funkcjonalność nadal niczym nie zmącona. Lubie wbudowane narzędzia w system ponad wszelkiego rodzaju wtyczusie, bo jak znam życie wolę jednolite rozwiązania, bez fragmentacji, osobnych systemów uaktualnień, konfliktów współpracy czy dublującej się funkcjonalności. LaunchPad może zastąpić kilka dziś przeze mnie używanych, mniejszych programów.
Pomysł ze sklepikiem jest chyba najbardziej kontrowersyjny. Działać to pewnie będzie sprawnie, ale co z tego wyniknie, jak zmieni rynek oprogramowania i jego dystrybucję zobaczymy pewnie w pierwszym roku działania tego pomysłu. O rozterkach i obietnicach mogliście przeczytać (i sami się wypowiedzieć) w wątku Mac App Store - ułatwienie czy zagrożenie?
Co najważniejsze, obiecano nam, ze jest to tylko jedna z wielu dróg instalacji. Mac OS nie będzie zamknięty jak iOS, nie będziemy musieli jailbreakowac swoich maków do wygodnej pracy :-)
W sklepie widzę m.in. sposób trzymania licencji, instalacji danego programu na wszystkich komputerach, pożegnania się z płytami instalacyjnymi lub instalkami trzymanymi na dyskach. Wiem, że piewcy ochrony danych będą się buntować przeciw takiemu rozwiązaniu, ale czy warto? Przecież już dziś każdy z nas, mając oprogramowanie na nośniku fizycznym dobrowolnie rejestruje je elektronicznie w celu zapewnienia sobie np. darmowego uaktualniania. Choć widać wiele plusów Mac App Store, mam nieodparte wrażenie, że Apple zrobiło to tylko i wyłącznie dla góry pieniędzy z 30% torciku udziałów z obrotów.
Mission Control jest miłym rozwinięciem idei nawigacji w systemie, ale wstrzymam się z opinią o użyteczności, aż sam nie przetestuję. To samo się tyczy trybu pełnoekranowych aplikacji - wygląda to ładnie, ale wszystko zależy od wdrożenia tego w systemie.
Mówię o tym dlatego, że np. bardzo się cieszyłem z tego, co pokazano na części dotyczącej iLife. Niestety, dziś po dwóch dniach użytkowania nowego pakietu cieszę się, że nie opisałem go na gorąco. Jak to zawsze bywa, na scenie widzimy nie to, co my chcemy, tylko to, co reżyser chce, abyśmy zobaczyli.
Jak wyglada pakiet iLife 11 po zejściu z pięknej lśniącej sceny wprost do naszego maka?
O tym już w kolejnym wpisie.



