Tekstualnie minimalnie
autor: arth
16.11.2011

Ten tekst miał być przeglądem minimalistycznych programów do pisania, które ostatnimi czasy stały się naprawdę modne, szczególnie jeśli posiadamy tak “niemodny” sprzęt jak komputery od Apple’a. Te minimalistyczne programy, według mojego skromnego zdania, w sposób nad wyraz monotonny dublują swoje funkcje, a właściwie ich niewymownie zaawansowany zanik, by skupić się na estetyce ubóstwa wizualnych rozpraszaczy, służyć mają jedynie do pisania i do zapisywania tego co się napisało. Wybaczcie, ale mnie się to wydaje potwornie nudne. Bieda funkcji kole w oczy w tych programach po prostu niemiłosiernie, aż piszczy. Piszczy komputer, piszczy kalwiatura. Z ekranu zieje pustką. Nie wiem jak sobie z tym radzą ludzie, którzy dużo piszą, codziennie, dzień w dzień pieczołowicie przyciskają klawisze, tworząc niesamowite historie. Niektórzy twierdzą, że, im więcej narzędzi do pracy, tym lepiej. Nie wiem czy wielcy pisarze z epoki przedklawiaturowej mieli w zanadrzu np. 15 różnych piór, 6 długopisów, 8 ołówków, 5 flamastrów i 10 kartek oraz 6 notesów. Być może tak, być może nie. Być może fascynaci na przykład fotografii mają w swoich przepastnych światłoczułych arsenałach w dużej ilości, przeróżne aparaty fotograficzne, otwierające przed nimi wachlarze rozmaitych sposobów postrzegania i wrażliwości na refleksy z dna oka, bogactwo algortymów percepcji, ale posiadanie w swoim folderze programów kilkunastu bardzo ubogich funkcjonalnie aplikacji, których aż strach nazwać procesorami tekstu, zdaje się być literackim brnięciem w ślepą uliczkę. Czyżbym aż tak zbłądził?
Co to za programy? Oj, jest tego trochę. WriteRoom, Byword, Ommwriter, Writer, Cleanwriter, AI Writer. Tyle dałem radę zainstalować. Niektóre nawet ładne są, większość oferuje pełnoekranowy tryb pracy, ale wszystkie one służą jednemu celowi, zapisowi płodów tekstualnych w pliku .txt, czasem nawet pojawia się możliwość zapisu jako .rtf a i w oszałamiających porywach nawet .html i uwaga (!) .docx. Szalone, prawda?
Część z nich posiada swoje odpowiedniki dla iPada i iPhone’a, co pozwala na stałe synchronizowanie produkowanych treści między urządzeniami. Zauważyłem też, że owe minimalistyczne programy do pisania podzielić można na dwie grupy, programy modyfikowalne wizualnie, w których pojawia się możliwość zmiany czcionki czy koloru tła, oraz programy, w których te funkcje uznano za zbędne. Nie mam najmniejszego pojęcia, które bardziej odpowiadają wysublimowaniu artystów słowa. Zapewne jedni uznają się za tak zaawansowanych pisarzy, że dysponowanie choćby wąskim cieniem marginesu opcjonalności stanowi absolutną konieczność, niczym przejaw wyindywidualizowanej wolności jednostki do posiadania wyboru. Z kolei znajdą się zapewne również i tacy zawodowcy, którzy opcji mają dość, dość mają mdłych, szarawych teł i tych dziwnych, nieczytelnych czcionek, i oni zapewne zdecydują się na te najuboższe, co nie znaczy, że najtańsze, wersje oprogramowania, które służy, ni mniej ni więcej, tylko do tego samego.
Można by, jeśli komuś by się chciało, usiąść i może nawet spróbować się zastanowić, dlaczego warto mieć taki program, co mało może, albo nawet kilka programów co mało mogą, a wyglądają różnie, ale lepiej chyba zająć się po prostu pisaniem (albo swoimi sprawami), bo nie jest aż tak bardzo ważne jaki masz komputer, telefon czy oprogramowanie. Dużo bardziej istotne będzie to, co możesz dzięki tym narzędziom osiągnąć.



