Wacom Inkling: pierwsze wrażenia, czyli jak fotograf został rysownikiem
autor: MacBOFH
5.09.2011
Rysownikiem nie jestem i pewnie nie będę. Wśród studentów fotografii znana jest anegdota, że Ci, co nie zdali rysunku na grafikę, bo im talentu rysunkowego zabrakło, idą na fotografię. Jakieś ziarenko prawdy w tym jest.
Rysuję niedużo, a chciałbym więcej i lepiej. Najczęściej są to bardzo wstępne szkice projektu do druku lub scenorys. Powstają na spotkaniach z klientami lub w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy pragnę zwizualizować pomysł, żeby mi nie uciekł z pamięci. Noszenie ze sobą tradycyjnego tabletu raczej odpada, chociaż znam takie osoby. Osobiście jestem bardzo przywiązany do papieru, w równym stopniu do mojego notesu, kalendarza, co i książek w tradycyjnej formie. Więc pozostaje mi przerysowywanie lub skanowanie koncepcji z notesu i dalsza praca nad nim w komputerze. Od razu zaznaczam, że tego drugiego prawie nigdy nie robię. Po prostu rysuję od początku w komputerze, wprowadzając zmiany. W moim wydaniu taki rysunek wygląda znacznie lepiej.
Nie ukrywam zelektryzowała mnie wiadomość o nowym piórku Wacom Inkling. Tablet w dowolnym notesie i dowolnym miejscu, teraz akurat leżący obok mnie, na biurku. Nowy, pachnący fabryką. Od dwóch dni bazgrze jak trzylatek, który dorwał się do długopisu, zużyłem co najmniej dwa bloki kartonu. Pierwsze wrażenie – chcę to!
W zestawie otrzymujemy elegancki czarny piórnik zawierający piórko, klips – czujnik, kabel usb i zapasowe wkłady, wszystko doskonale wykonane.


Program do obsługi piórka jest umieszczony na klipsie – zapominamy o płytach, podoba mi się to. Zainstalowałem Sketch Manager i tu pierwszy mały minus – program jest napisany w środowisku Adobe Air. Uruchamia się długo, troszkę się muli i ma nienaturalne skróty klawiaturowe – przynajmniej w wersji dla Mac OS X. Jeszcze jedno: jest brzydki. Zupełnie nie pasuje jakością wykonania do dołączonego sprzętu. Jednak swoją funkcję spełnia, a program łatwiej zaktualizować niż sprzęt.

Inkling wykrył od razu po uruchomieniu, że posiadam pakiet Adobe CS5 na dysku, w menu pojawiły się ikonki Illustratora i Photoshopa. Sketch Manager umożliwia zarządzanie rysunkami zapamiętanymi przez klips, eksport ich do formatów .wpi (orginalny format wektorowy), .wac, .svg, .bmp, .jpeg, .png, .tiff, .pdf oraz otwarcie ich jednym kliknięciem we wcześniej wspomnianych Illustratorze i PS. Służy także do zarządzania ustawieniami zestawu: to tutaj konfigurujemy format papieru, czułość piórka oraz to, do której krawędzi kartki będzie przyczepiony klips.
Dla mnie najważniejszą funkcją Inkilinga jest zapis wektorów do Illustartora z podziałem na warstwy. Działa nieźle, czasem tworzy za dużo punktów na krzywej, ale ich liczba jest akceptowalna. Czułość piórka, które na końcu ma wkład do długopisu, jest niesamowita, przenosi najdrobniejsze niuanse – 1024 poziomy nacisku, to nie tylko chwyt marketingowy.
Rysunki nadają się bez większego kłopotu do dalszej obróbki, przy tworzeniu scenorysu czy makiety strony www, bardzo przydatne.
Z klipsem trochę trzeba uważać, bo nic nie może się znajdować na linii końcówka piórka–klips, w przeciwnym razie dane nie zostaną odczytane prawidłowo. Używam notesu z szyciem u góry, więc przypinanie klipsu w najbardziej oczywistym miejscu odpada, prawa strona też, rysując zasłaniałbym czujniki w nim zamontowane. Przypinam od spodu, dla mnie to zdaje egzamin, ale to miejsce trzeba zdefiniować przed rozpoczęciem rysowania, warto zatem trochę potestować. Ważne też jest ustawienie w programie wielkości papieru, którego będziemy używali. Maksymalny format to A4. Używam zawsze identycznych notesów A5 pewnej firmy, więc dla mnie nie stanowi to problemu, ustawiam raz i zapominam.


Mam tablet w swoim ulubionym notesie i nie ukrywam, to ten notes jest ważnym argumentem.

Na rynku od jakiegoś czasu można spotkać podobny produkt Livescribe, wymagający specjalnych notesów, dostępnych w bardzo szerokiej ofercie, ale to nie mój notes, a sam produkt jest skierowany jednak do ludzi bardziej piszących niż rysujących. Porównanie z Livescribe Echo w następnej części. Jednak od razu zaznaczam, że mnie bliżej do tych, którzy rysują niż piszą. Jestem od obrazków, nie od literek.
Sprzęt otrzymałem dzięki uprzejmości firmy iMad.



