<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0"
xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
xmlns:admin="http://webns.net/mvcb/"
xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#"
xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">

<channel>

<title>minimalmac.pl</title>
<link>http://minimalmac.pl/</link>
<description></description>
<dc:language>en</dc:language>
<dc:creator>allqds@mac.com</dc:creator>
<dc:rights>Copyright 2010 minimalmac.pl</dc:rights>
<dc:date>2010-08-07T06:48:13+00:00</dc:date>
<admin:generatorAgent rdf:resource="http://expressionengine.com/" />


<item>
<title>Art. 7: iPad iPrawda cz.2 &#45; Maszynka do zdjęć.</title>
<link>http://minimalmac.pl/blog/art._7_ipad_iprawda_cz.2_-_maszynka_do_zdjec/</link>
<guid>http://minimalmac.pl/blog/art._7_ipad_iprawda_cz.2_-_maszynka_do_zdjec/</guid>
<description><![CDATA[<p>Kiedy pojawił się tablet, pomyślałem sobie:<br />
 „<i>Ekstra sprawa! Będę mógł wpakować wszystkie moje zdjęcia z iPhoto, wreszcie je poukładać w zdarzenia, dopasować buźki do odpowiednik delikwentów, poprzycinać filmiki które też mi się walają w iPhoto, no może wreszcie po oceniam niektóre fotki”</i>
</p>

<p>Czy moje wyobrażenia się spełniły?<br />
Odpowiedź brzmi: Nie! <br />
Ktoś spyta, dlaczego? Przecież, ekran świetny, system szybki, sam Stefcio na prezentacji chwalił się „zobaczcie co zrobiliśmy z aplikacjami z iPhone! Jak to teraz wygląda na iPadzie! Funkcjonalność, łatwość, tak zwany emejzing!</p>

<p>Aplikacja <b>Photos</b> jest przykładem stylu apple - z jednej strony genialnie prosta i piękna, z drugiej upierdliwe, wręcz nierozsądne ograniczona w funkcjonalności. </p>

<p>Na dobry początek wymieńmy kilka plusów:<br />
<b>1. Rzecz nie do podważenia - na iPadzie ogląda się zdjęcia (lub pokazuje innym) w sposób cudowny</b>, naturalny i fantastycznie prosty. Przesuwanie zdjęć, wybieranie zdarzeń, powiększanie&#8230; dodając do tego kąty dobrego wyświetlania ekranu gdzie każda osoba na kanapie widzi bardzo dobrze kolory i ogólnie fotografię... żaden laptop nie dorówna w tym względzie ipadowi. </p>

<p><b>2. Wygląd zewnętrzny tabletu</b>, który nie przytłacza technologią i skomplikowaniem (brak diod, czy klawiatury) powoduje, że mamy wrażenie obcowania ze zdjęciem, a nie zdjęciem w komputerze. Jednym słowem bliskość obcowania jak w standardowym albumie foto.</p>

<p><b>3. Import z aparatu bezpośrednio po USB, lub wkładając kartę SD</b> do czytnika podpiętego pod dock connector - piękna sprawa. Wiele razy w trakcie wypadu, czy jakiejś wycieczki, po zrobieniu kilkudziesięciu zdjęć, mogłem bez problemu w kilka chwil zgrać i pokazać zdjęcia / filmiki znajomym, siadając na ławce. Bez problemu, bez dodatkowego absorbowania uwagi sprzętem - laptop przykuwałby uwagę, pewnie nie brał bym go nawet ze sobą, wolałbym pokazać na ekraniku aparatu zrobione zdjęcia&#8230;</p>

<p><b>4. Origami.</b> Czyli ramka do zdjęć. Piękna sprawa wliczona w cenę Tabliczki. Poniżej zrzut ekranu, który nie oddaje lekkości animacji przejść między fotkami.
</p><p class="center"><img src="http://dl.dropbox.com/u/2465302/minimal/art7/1.jpg"  alt='1.jpg' /></p>

<p><br />
No i gdzie tu minusy?<br />
A no są i to bardzo upierdliwe&#8230;</p>

<p><b>1. Może na początek trywialna rzecz - zaznaczyć można wybrane zdjęcia do importu z karty lub wszystkie.</b> Nie ma możliwości szybkiego wyboru np. 10 zdjęć. Trzeba zaznaczać osobno każde zdjęcie. Przy dziesięciu zdjęciach to nie problem, ale wyobraźcie sobie sytuację, kiedy ktoś po wspólnym wypadzie jednodniowym podaje ci kartę i mówi &#8220;tam na karcie jest 500 fotek, zgraj tylko te 80 z dziś&#8221;. Wyobrażacie sobie? Po pierwszej dwudziestce zaczynasz płakać, po czterdziestce zalewasz łzami (się i ipada), a przy ostatnim zdjęciu jest już zalany (ipad) i idzie do serwisu :-D (potem ty się zalewasz inną substancją ze smutku) Jak można przeoczyć taką funkcję, tym bardziej, że ekran jest multidotykowy! Dwa paluszki i rach ciach możesz zaznaczyć rzędami wybrane miniaturki zdjęć.</p>

<p><b>2. Druga sprawa dotyczy się również usuwania</b>, mianowicie sytuacja jest taka: wracasz z ipadem do domu po tygodniowym urlopie, podłączasz tablet do maka, importujesz zdjęcia do iPhoto. Fajnie było, bo sobie już na ipadzie w trakcie urlopu wstępnie przebrałeś udane zdjęcia. Po imporcie na pytanie czy zostawić zdjęcia na ipadzie klikasz &#8220;zatrzymaj&#8221;, bo chcesz jeszcze na ipadzie je mieć co by pokazać jutro rodzince. Robisz kolejne fotki&#8230; zgrywasz z karty do ipada&#8230; podłączasz ponownie do maka, importujesz&#8230; stwierdzasz, że już nie musisz mieć tych oryginalnych zaimportowanych wczoraj zdjęć na ipadzie, i chcesz je usunąć. iPhoto na maku niestety pozwala usunąć aktualnie zaimportowane zdjęcia. Myślisz „dobra, odłączę ipada, widziałem, że jest tam album Ostatni import/ Cały import i wywali się z pozycji ipada ten cały album&#8221; Ha! Wielka niespodzianka! Nie ma czerwonego guziczka Delete przy albumach&#8230; jak już to usunięcie jest  możliwe wchodząc w zdjęcia i&#8230; klikając każdy z setki zdjęć w danym albumie. Znowu łzy i serwis po zalaniu :-)</p>

<p class="center"><img src="http://dl.dropbox.com/u/2465302/minimal/art7/2.jpg"  alt='2.jpg' /></p>

<p><b>3. Nie możesz przemieszczać zdjęć między albumami / zdarzeniami.</b> Pamiętacie piękną animację rozwijania zdjęć z danej &#8220;kupeczki&#8221; fotografii? No aż się prosi możliwość przeciągania zdjęcia / grupy zdjęć do innego albumu. Nic z tego. I gdzie ta dodatkowa rewelacyjna poszerzona funkcjonalność w stosunku do Photos na iPhone?</p>

<p><b>4. Na samej górze naszej aplikacji do zdjęć mamy kategorie: Photos, Albums, Events, Faces, Places. Brzmi obiecująco prawda?</b> Ponownie, nic z oczekiwanej funkcjonalności jak np. dodawanie buziek i nazywanie ofiar na naszych zdjęciach&#8230; to samo z Places - możemy tylko sobie pooglądać to co już utworzyliśmy w iPhoto. Z miejscami to pół biedy jak robimy zdjęcia iPhonem gdzie sam zlokalizuje fotki (od wersji iPhone 3G w zwyż), ale większość lustrzanek nawet nie ma możliwości dokupienia modułu GPS i samemu trzeba nanosić szpileczki na mapkę lokalizacji. Miałem nadzieję, że do tego prawdziwie żmudnego zajęcia będę mógł zaprzęgnąć&nbsp; piękny prawie 10 calowy ekran Tabliczki&#8230;</p>

<p class="center"><img src="http://dl.dropbox.com/u/2465302/minimal/art7/3.jpg"  alt='3.jpg' /></p>

<p><b>5. Optymalizacja rozdzielczości</b>. Ja wiem, że to zostało odziedziczone po iPhone, ja wiem, że dzięki temu zajmują mniej pamięci zdjęcia w iPad, szybciej działa przewijanie, odpalanie&#8230; Ale czy przy tak dobrym wyświetlaczu nie można dodać opcji &#8220;Zdjęcia z danego albumu nie optymalizuj do niższej rozdzielczości&#8221;? Niektóre zdjęcia aż się proszą o powiększenie - niestety kiepsko to wygląda po zbiciu przez iTunes rozdzielczości.</p>

<p><b>6. Ocena.</b><br />
Gwiazdeczki to mój przyjaciel od czasu iTunes. Mam  w odtwarzaczu tak też i w iPhoto inteligentne albumy w oparciu o ocenę. Myślałem sobie na początku, że jeśli każdy iPod czy iPhone ma możliwość oceny muzyki to przy bardziej rozbudowanej aplikacji do zdjęć na ipadzie też to będzie dostępne.<br />
Oceniłbym sobie „w drodze” zdjęcia do usunięcia (z jedną gwiazdką) i po synchronizacji z iPhoto wywalił wszystkie za jednym razem z inteligentnego albumu &#8220;1 gwiazdka - utylizować&#8221;. W formie relaksu w iPadzie wchodziłbym sobie w album &#8220;nie ocenione&#8221; i gwiazdkował stare zdjęcia&#8230; koniec tych sennych urojeń! Nie ma takiej opcji na iPhone OS 3.2.1  w Tablecie. :-(</p>

<p><b>7. Na koniec zostawiłem rodzyneczek, który dobił mnie i sponiewierał jak celny strzał pioruna w lecie: Filmy z aparatu.</b> Lustrzanka czy kompakt, doprawdy obojętne. <br />
Ponownie nie wiem jak to ładnie opisać więc wyobraźcie sobie sytuację: &#8220;Myślę sobie, iPad 64GB zdjęćka się zmieszczą, filmiki z aparatu również&#8221;. Wyskok na plac zabaw z córką, 4-5 krótkich filmików, podpinam camera connector zgrywam z lustrzanki. Odtwarza się pięknie wszystko. Synchronizacja z iPhoto, filmiki wpadają do maka, usuwam z ipada wszystkie te zaimportowane (znając kłopotliwe usuwanie później zaimportowanych zdjęć z ipada). Wchodzę do iTunes zaznaczam ostatni album z iPhoto, z opcją &#8220;dodaj filmy&#8221;... kopiuje się wszystko ponownie do ipada z maka (podpadziocha bardzo szybko się kopiuje&#8230;) i biorę wieczorem ipada na kanapie co by niektóre scenki z tych filmików przyciąć, lub chociażby pooglądać jeszcze raz&#8230; i trauma, zwrot akcji jakiego nie było przez ostatnich 40 lat w serialu „Moda na sukces” - nie ma filmów na Tablecie!<br />
Po rozpaczliwym poszukiwaniu w innych albumach, w aplikacji  Videos na ipadzie, sprawdzeniu opcji w iTunes, odpaleniu jeszcze raz iPhoto i upewnieniu się że filmy są i odtwarzają się bez problemu w QT&#8230; jeszcze kilka zmarnowanych godzin szukania w internecie przyczyny&#8230; okazuje się, że filmiki z aparatów jakie są w iPhoto nie będą się odtwarzać na ipadzie, bo jakiś kodek czy coś... nie wierze. Przecież, tego samego dnia widziałem ten filmik na iPadzie, a za kilka godzin się już nie da?<br />
Nagrywam kolejny film aparatem, zgrywam bezpośrednio do ipada - wyświetla się. Sync z iPhoto i ponownie do iPada - filmu brak. Czy Apple optymalizując z automatu wszystkie zdjęcia nie mógł takiej opcji dać do filmików?<br />
 Co gorsze okazuje się, że żaden z setki krótkich filmików jakie mam w iPhoto nie odtwarza się na iPadzie. Z trzech różnych aparatów - Nikon, Canon, Olympus. Obojętnie czy rozszerzenie .mov czy .avi. Oczywiście jak bezpośrednio zgram przez camera connector to wszystkie działają. A chciałem sobie poukładać i posortować te filmiki&#8230; <br />
Jak już mi minęło załamanie, kilka piw później zauważyłem, że wystarczy filmiki zgrane bezpośrednio do Tabletu, wyedytować, np. przyciąć o 1 sekundę. Wtedy zapisują się w odpowiednim kodeku i po synchronizacji z iPhoto i wgraniu ponownie wszystko jest ok. Ale co to za sposób? Powinienem teraz wszystkie, powiedzmy 400 filmików wgrać na kartę do aparatu z maka, przesłać potem z karty bezpośrednio do iPada, pseudo przyciąć i wkopiować ponownie do iPhoto? Czuję w kościach, że nawet wyczekiwany update do iOS 4 w tym roku na iPada nie załatwi sprawy&#8230;</p>

<p class="center"><img src="http://dl.dropbox.com/u/2465302/minimal/art7/4.jpg"  alt='4.jpg' /></p>

<p><b>Podsumowanko jednym tchem.</b><br />
iPad do zdjęć jest stworzony. Ale tylko do oglądania, jak to się ostatnio modnie mówi: „do konsumpcji” zdjęć. Nie nastawiaj się na segregację, tagowanie, buźkowanie, czy umiejscawianie&#8230; nawet wygodnie nie usuniesz sobie grupy zdjęć. <br />
Może w tekście dużo jest minusów, ale chyba o plusach już wiele razy czytaliście prawda? Ten artykuł nie jest negatywny, nie jest też wyssany z palca - od kwietnia codziennie używam iPada i dzielę się swoimi wrażeniami.<br />
Może stoicie przed zakupem? Jeśli tak to, moje doświadczenia pomogą wam spojrzeć jeszcze szerzej na praktyczność sprzętu. A jeśli już macie Tabliczkę, może ktoś podzieli się sposobami na obejście problemów jakie napotkałem? Może tylko ja o tym piszę, bo nie umiem sobie poradzić z ukrytymi funkcjami? Dajcie znać w komentarzach.</p>

<p>Zabrzmi to śmiesznie, ale polecam i tak z całego serca Tablet od Apple :-) Pomimo wielkich ograniczeń, wyczekując z nadzieją ulepszeń, aktualnie jest to najlepsza maszynka do zdjęć.</p>

<p>to be continued…
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-08-07T06:48:13+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>Art. 6: iPad iPrawda cz.1 &#45; Towarowo.</title>
<link>http://minimalmac.pl/blog/art._6_ipad_iprawda_cz.1_-_towarowo/</link>
<guid>http://minimalmac.pl/blog/art._6_ipad_iprawda_cz.1_-_towarowo/</guid>
<description><![CDATA[<p>Dobrych parę tygodni, rożne sytuacje, dwie wersje iPada w rekach. Jakie odczucia? Podzielę moje spostrzeżenia na kilka mniejszych wpisów. Dziś zacznijmy od sprzętu.
</p>

<p><b>Towarowo</b><br />
Idealny kształt, rewelacyjny materiał, jakość spasowania na najwyższym poziomie. Tyle można powiedzieć o budowie tabletu. Te prawie 10 cali, to chyba idealna wielkość na tego typu urządzenie. Naprawdę mniejszy być nie możne, a większy? Chyba tez nie za bardzo to widzę. Preferuje wersje 3G bo oprócz dodatkowych funkcji, czarny pasek pomaga mi się zorientować w jakiej pozycji go trzymam :-) Na początku myślałem, ze wersja 3G bez jednolitej aluminiowej ramki będzie głupio wyglądać, ale moje obawy zostały szybko rozwiane - proporcje tego czarnego plastiku są odpowiednie i komponuje się z resztą wyśmienicie.</p>

<p>Aluminiowe plecki iPada to jest to o czym marzyłem za czasów iPhone 3G - 3GS. Dlaczego nie można było zrobić kolejne edycje iPhone jako aluminiowego tak jak pierwszą generację? Cięcia kosztów? Problem z zasięgiem GPS? Nie wiem, ale boję się, że podobny chwyt mogą zastosować przy iPadzie - pierwsza generacja ekstra materiały, druga już będzie miała tył z plastiku.</p>

<p class="center"><img src="http://dl.dropbox.com/u/2465302/minimal/ipad1.jpeg" /></p>

<p>Po premierze ludzie narzekali, że całość powierzchni nie jest wykorzystana przez ekran. Bardzo dobrze, że jest czarna ramka - jest za co chwycić tą Tabliczkę. Powiem więcej, i tak nie usuwa problemu dotykania ekranu - dorośli nie mają tego kłopotu, odruchowo trzymają tylko tam gdzie nie ma ekranu, ale np. moja 3 letnia córka (która bardzo lubi to urządzenie, o czym napiszę kolejnym razem), przy oglądaniu np. filmu często dotknie ekranu. Pojawiają się wtedy &#8220;guziki&#8221; nawigacyjne i później ją korci co by sobie zatrzymać film i mówić &#8220;tatusiu popsuło się&#8221;. Wszystko jak najbardziej w porządku, ale wyobraźcie sobie, że głównie ogląda filmy w samochodzie trzymając iPada na poduszce na kolankach&#8230; moje obracanie się do tyłu za każdym razem nie jest miłe, a co najważniejsze bezpieczne :-). Bardzo fajnie, że jest przełącznik blokujący ekran w danej orientacji - bardzo miła i przydatna rzecz. W kolejnej wersji chciałbym zobaczyć jeszcze fizyczny klawisz lock co by nie był wrażliwy ekran na dotykanie w czasie np. oglądania filmu o którym wspomniałem.</p>

<p><b>Ekran.</b> <br />
Totalny szok. Nie ma co pisać.Przyjemność w każdym calu (a jest ich dokładnie 9,7). Żaden ekran w komputerze przenośnym, jakimkolwiek urządzeniu mobilnym nie ma tak pięknego wyświetlacza. Pomijając oczywiście Retina Display w iPhone 4, ale to jest za mały ekranik do pracy, bo to przecież telefon&#8230; <br />
Jakość ekranu w iPad doceniają nawet fotograficy np.<a href="http://theonlinephotographer.typepad.com/the_online_photographer/2010/07/why-i-needed-an-ipad.html" title="TOP">TOP</a> <br />
Pisanie, oglądanie zdjęć, filmów, czytanie RSS, web - balsam dla naszych oczu. Maniacy powiedzą, że nie ma kalibracji, no ale bez przesady :-)</p>

<p><b>Bateria.</b><br />
Nie będę pisał o ilości godzin na czuwaniu, wydajności przy odtwarzaniu filmów&#8230; Jest to pierwsze tego typu urządzenie z tak wydajną baterią, że nie obchodzi cię jej procentowy stan naładowania. Choć widać różnicę między użytkowaniem z włączonym modułem GSM, a tylko z WIFI - przy tym drugim nie widać nawet jak wysysa energię, z aktywnym 3G procenty schodzą o wiele szybciej, tak że jest to zauważalne, ale nadal nie przejmuję się o brak prądu w ciągu dnia. Oglądając film w łóżku (automatycznie zmniejszenie podświetlenia ekranu do minimum), przy włączonym tylko WIFI, po dwóch godzinach stan baterii w ipadzie pokazywał 96%... o czym my mówimy, to jest po prostu bajka technologiczna, spełniająca się na naszych oczach. Nie trzeba już doliczać do codziennego bagażu zasilacza - iPad ma dość siły w sobie aby męczony przeżyć długie godziny. Wyobraźcie sobie, że przez pierwsze 2 miesiące nie odpakowałem zasilacza sieciowego z pudełka! Ładował się przy okazji co jakiś czas przy synchronizacji z makiem. Zabrałem zasilacz ze sobą dopiero w czerwcu na tygodniowy wypad nad morze&#8230;</p>

<p>Przy okazji Antennagate iPhone 4 wspomnę o zasięgu w Tablecie.<br />
Trzymając go w poziomie i kładąc rękę na miejscu anteny 3G widać spadek zasięgu, zwłaszcza wtedy kiedy jesteśmy na pograniczu sygnału - przez tydzień nad morzem w pokoju hotelowym miałem 1-2 kreski z 5 stopniowej skali zasięgu. Trzymając za antenę, tracił często zasięg. Jest to normalne, nie uznawał bym to za wadę, macbooka jak się dotknie w okolicach anteny ma te same objawy. <br />
Ciągnąc jeszcze temat zasięgu:<br />
Zasięg iPad 3G w sieci komórkowej jest lepszy niż MacBook Pro 15 cali z modemem na usb. Akurat sąsiad na już wspomnianym urlopie miał taki komputer (kto by pomyślał jeszcze kilka lat temu o takiej popularności apple w PL), obydwoje mieliśmy karty tego samego operatora komórkowego - ja miałem zasięg 20-30%, MBP miał 0-10%.&nbsp; </p>

<p><b>Sieć WiFi</b><br />
Jakość sygnału dobra, myślę, że minimalnie lepsza w wersji iPad 3G przez ten plastikowy pasek czarny na obudowie.. a może to tylko takie subiektywne odczucie? Określił bym to na różnicę w wielkości 5% na korzyść modelu 3G. Sygnał jest stabilny, choć przez te miesiące zdarzyło mi się bodaj 4 razy, że pokazywał zasięg, wszystkie ustawienia sieciowe miał prawidłowe, a internet jak by był &#8220;pusty&#8221;. Pomaga dopiero wyłączenie i włączenie iPada. Nie jest to wina routera czy innych urządzeń sieciowych, bo maki jak i iPhone działają od miesięcy bez zająknięcia w moim biurze czy domu.</p>

<p><b>GPS, BT i inne duperele.</b><br />
Nawigacja i nawiązanie kontaktu z satelitami jest bardzo szybkie. Dokładność też bardzo dobra, nawet wewnątrz budynków lokalizacja działa sprawniej niż w dedykowanym urządzeniu TomTom jakiego używam w samochodzie. O samej nawigacji napiszę więcej przy okazji Softu na iPada. O innych rzeczach nie ma co pisać - BT jest, użyłem go raz do sparowania klawiatury, i kilka razy do grania z iPhonem. Nie sprawdzałem czy działają słuchawki BT do odtwarzania muzyki (akurat tragicznie skończyły swój żywot, nie zdążyłem sparować z Tabliczką)</p>

<p><b>Podsumowując dział towarowy. </b><br />
iPad po 3 miesiącach używania jest bez mankamentów konstrukcyjnych. Przemyślany, wykonany w sposób jaki wymagamy od Apple. Widać, że używali go w Apple zanim przybrał kształt aktualny do sprzedaży. Dla mnie nie jest za ciężki (choć niektórzy w sieci rozpisują się na temat wagi), nie powoduje, że ma się go dosyć po kilku godzinach. Po prostu chce się go używać. No i ta cisza&#8230; ta błoga cisza, bez wentylatorów, dysków i innego ustrojstwa. Prawie jak za czasów iMaków G3 które nie miały wymuszanego obiegu powietrza tylko chłodziły się grawitacyjnym obiegiem. Tylko w iMakach było słychać dysk, a w iPadzie błogo cichutko, bez kanałów w obudowie do chłodzenia&#8230; niby oczywistość, ale zobaczcie na inne konstrukcje tabletów - fakt jest ich mało i prawie bezużyteczne, ale chodzi mi o to że każdy ma jakieś dziurki do chłodzenia albo obudowę wielkości macbooka.</p>

<p>Nie jest to większy iPhone/Touch. To całkiem inny projekt, używany w inny sposób, dający inne możliwości i przy okazji trochę frustracji dla wieloletniego makowca.</p>

<p>W kolejnych częściach podzielę się wrażeniami na temat softu, systemu, mankamentów codziennego użytkowania, radości i zachwytów jakich się nie spodziewałem przy zakupie, płaczu i nerwicy przy niektórych rozwiązaniach.. tak, tak to nie jest idealny produkt, to jak każda maszynka skonstruowana przez człowieka ma swoje plusy i minusy. Postaram się opisać rzeczy jakie natrafiłem przy użytkowaniu, a nie wyczytałem sam prędzej w sieci z opisów innych użytkowników.</p>

<p>Przepraszam, że tak długo to trwało nim zabrałem się za temat, ale wolny czas, motywacja i warte wspomnienia informacje dopiero teraz się spotkały na mojej drodze :-)</p>

<p>to be continued&#8230;
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-07-20T13:08:12+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>Fastbook</title>
<link>http://minimalmac.pl/blog/fastbook/</link>
<guid>http://minimalmac.pl/blog/fastbook/</guid>
<description><![CDATA[

<p class="cit">Prawie nigdy nie rozmawiał ze mną o swoim dzieciństwie, o swoich miłościach, o miłości w ogóle, o rodzicach, o śmierci brata, o własnej chorobie, własnym cierpieniu, ani też o cierpieniu w ogóle. Nigdyśmy też nie rozmawiali o śmierci mojej mamy. Ani razu. Ja zresztą nie ułatwiałem mu sprawy i bynajmniej nie kwapiłem się do rozmowy, z której nie wiadomo co mogłoby w końcu wyniknąć. Gdybym chciał tu wyliczyć wszystko, o czym z ojcem nie rozmawialiśmy, wystarczyłoby tego na dwie książki. Ojciec wciąż pozostaje dla mnie nierozwikłaną tajemnicą&#8221;.</p>

<p>A wydawało się, że będzie tak pięknie. Apple otworzyło sklep z książkami. Elektronicznymi oczywiście. Niemniej proszę, literatura, nierzadko piękna, naraz wpuszczona została do wielkiej jadalni, gdzie cywilizowani konsumują elektronikę, gadżety, empetrójki i internet. Papierowe by się nie pomieściły, jadalnia wszak wielka, ale gdzie tam miejsce dla stosów kartek. Proszę, oto ebuki, proszę, oto gigabajty na dysku, pan się rozgości panie Singer, pan tu, panie Pamuk, i dla pani jest miejsce, pani Buck, oczywiście, noż gdzieżby na naszym dysku  nie było miejsca dla Steinbecka. Wszyscy państwo zostaną podani na stół, po kolei, cierpliwie. Z pewnością ktoś państwa kupi i skonsumuje, po to właśnie sprzedajemy ajpada, wymyślilśmy szelest kartek na nowo. Powiększamy literki dla niedowidzących, podpowiadamy znaczenie słów dla tych mniej zorientowanych. Czytanie to teraz przyjemność, już nie ma, że trudne. Nasz wynalazek to zwieńczenie web 2.0. Bezstresowe czytanie. Fejsbukowy przycisk &#8220;Like&#8221; też się niedługo umieści, a, no i twitnąć czytaną frazę też będzie można. </p>

<p>Otóż to, książki. Z pewnością sprzeda się ich w sklepie Apple miliony. Jest tylko jeden mały szkopuł, zaskakujący w dobie internetu bez tajemnic. Wcale niełatwo wybrać właściwy tytuł. Robot iTunes zwany Geniuszem podsuwa pod nos muzykę, inny automacik pokazuje podobne programy dla iPhone. Być może za czas jakiś sklepik Apple podsunie nam pomysł na wieczorną lekturę.</p>

<p>Tak, skazani jesteśmy na robocika. Bo o ile internet zalany jest mniej lub bardziej trafnymi analizami kolejnych programów dla iPhone, opisami nowych gadżetów elektronicznych, o tyle odnalezienie trafnych i inteligentnych recenzji książek, graniczy wręcz z cudem. No i gdzie jest ta sieć bez tajemnic, cudowne web 2.0? Nie, nie chodzi o porównania Shelfari do biblionetki czy nakanapie.pl, Empiku do Barnes&amp;Noble, a Amazona do wysyłkowej.pl. Chodzi o energię blogerów, czy forumowiczów. Czy po premierze iPada znalazł się&nbsp; w polskiej blogosferze sensowny tekst poświęcony użyteczności tego gadżetu jako nośnika książek? Czy ktoś dzieli się listą tytułów, które czyta? Owszem, pisze się o programach, prasie, nawet o muzyce, ale o książkach? Nie. Na zapytaniu o polski &#8220;oddział&#8221; iBooks się skończyło. Przeglądając fora internetowe i  polską blogosferę dochodzę do wniosku, że nie byłby on nikomu specjalnie potrzebny. Wszak w naszym kraju iPad nie jest postrzegany jako czytnik książek, a raczej jako gadżet do korzystania z internetu. A w tym internecie jest sporo o wszystkim. Jednak najmniej jest o książkach.</p>

<p class="cit">Miało się wrażenie, że ludzie przychodzą i odchodzą, rodzą się i umierają, a książki są nieśmiertelne. Gdy byłem chłopcem, miałem nadzieję, że kiedy dorosnę, zostanę książką. Nie pisarzem, tylko właśnie książką. Ludzi można wybić jak mrówki, nawet pisarzy nietrudno jest zabić. W wypadku książki wszakże, nawet gdyby ją niszczyć metodycznie, pozostaje szansa, że jakiś egzemplarz ocaleje i przez wieki dalej będzie wiódł swój cichy żywot na regale, na półce w zapomnianej bibliotece gdzieś na uboczu, w Rejkiawiku, Valladolid czy w Vancouver&#8221;.</p>

<p>Czy pragnienie bycia książką ma jeszcze sens? </p>

<p>Tak, na każdym rogu mamy księgarnię. Niedługo będziemy mieli masową &#8220;konsumpcję&#8221; e-booków. Właśnie - konsumpcja, dobre słowo. Fastfood też się konsumuje. Nikt o jedzeniu z McDonalda artykułów nie pisze, bo i po co? To, co mamy teraz epokę fastbooków?</p>

<p class="cit">Ja jednak rozgorączkowany galopowałem dalej, torując sobie ścieżkę przez przedsionek, korytarz i służbówkę, wybiegałem do ogrodu, by zaraz wracać przejęty i bez reszty pogrążony w swych fantazjach, macałem i ostukiwałem ściany pięściami, aby odkryć w nich ukryte przed ludzkim okiem komory, tajne pomieszczenia, sekretne przejścia, katakumby, tunele, jamy, schowane nisze, zamaskowane drzwi. Do dziś nie dałem za wygraną.&#8221;</p>

<p class="ps">* Wszystkie cytaty są autorstwa Amosa Oza.</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-06-16T08:12:03+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>Art. 5: Panowanie nad własnym ogródkiem systemu RSS</title>
<link>http://minimalmac.pl/blog/art._5_panowanie_nad_wlasnym_ogrodkiem_systemu_rss/</link>
<guid>http://minimalmac.pl/blog/art._5_panowanie_nad_wlasnym_ogrodkiem_systemu_rss/</guid>
<description><![CDATA[<p>Jako osoby korzystające z sieci, wszystkim nam jest znana sprawa niewolnictwa informacyjnego. </p>

<p>Oczywiście nikt z nas nie chce być niewolnikiem tylko panem sytuacji. Chcemy aby narzędzia i informacja pracowała dla nas.
</p>

<p>O czytnikach mogliśmy poczytać już w fajnym artykule <a href="http://minimalmac.pl/blog/jak_czytasz_czlowieku/">Jak czytasz człowieku</a> microusta na minimalblogu, gdzie szczerze nasz kolega na wstępie przyznał, że bardzo ciężko jest zapanować nad ilością nowych informacji i nie ma co się łudzić, że zmieniając program do RSS sytuacja zmieni się na lepsze.</p>

<p>Dziś chciałbym wspomnieć jak sprawić aby to narzędzie służyło dla nas, a nie my dla niego. </p>

<p><img src="http://dl.dropbox.com/u/2465302/minimal/rss1.jpg"  alt='rss1.jpg' /></p>

<p>Przez lata ja również tonąłem w ilościach źródeł RSS. Piszę przez lata, bo RSS przypadł mi do gustu jak jeszcze raczkował, mało stron go wspierało i np. używałem go w Firefox 1.7 bodaj w 2004 roku. Bardzo podobała mi się idea tego wynalazku. Dziś nie wyobrażam sobie sprawnego przeglądania bez tego wynalazku.</p>

<p>W późniejszych czasach, nazwijmy je nowożytnych, używałem Vienny (po więcej informacji odsyłam ponownie do art. microusta) miałem ustawione katalogi tematyczne: czyli Apple, projektowanie, praca (co jak wiadomo ściśle była związana z kategorią apple) itp&#8230;. był to wielki krok do przodu w porównaniu z rozwiązaniem pierwotnym w przeglądarce.</p>

<p>Z doświadczenia powiem, że foldery tematyczne same w sobie nie zdają egzaminu jeśli chodzi o porządek i ład. Dobre rezultaty otrzymamy w innym ułożeniu folderów, posegregowane nie tematycznie ale wedle ważności i wagi informacji.</p>

<p>Jak się ma liczbę źródeł liczoną w setkach to wpisy rosną w ilościach zatrważających.<br />
Dodatkowo ja mam jeszcze taką wielką przypadłość, że nie umiem dusić na guziczek „oznacz jako przeczytane”, bo zawsze mi się wydaje, że coś mnie ominęło.</p>

<p>Od jakiegoś roku praktykuję pakowanie w folderach w nowym systemie:<br />
<b>1. Oczy wistek</b> - to zbiór źródeł które zawsze i wszędzie muszę przeczytać. To najlepsze blogi i informacje które są dla mnie ważne i wiem że potrzebne. </p>

<p><b>2. Jak mam czas</b> - tu lądują blogi np. makowe które są średnie, bardzo często dublują informację, lub są mało profesjonalne, ale nadal często zdarzają się informacje warte uwagi.</p>

<p><b>3. Przyjaciele królika</b> - miejsce gdzie lądują wpisy z blogów/portali moich znajomych, lub ludzi troszkę dalszych, ale z którymi mam osobisty kontakt. Tematyka bardzo różna, bo ludziska znam różne :-)</p>

<p><b>4. Agregaty śmierci</b> - głównie portale które walą treścią jak z karabinu. Jeśli chodzi o tematy makowe ląduje tu np. Macworld. Jeśli urośnie liczba nie przeczytanych wiadomości w tym folderze nie boję się kliknąć w magiczną ikonkę „oznacz jako przeczytane”, bo wiem, że nic nie tracę... często te informację znajdę przedrukowane w polskiej blogosferze w folderze „2. Jak mam czas”</p>

<p><b>5. Wylęgarnia</b> - tutaj trafiają nowe źródła, na które natrafiłem. Przez tydzień, dwa decyduję gdzie je przenieść... czy do folderu pierwszego, drugiego czy może zrezygnować i wywalić na zawsze. Trzeba pilnować aby za długo nie leżało źródełko w tej teczce bo wylęgarnia jest od tego aby przenieść gdzieś indziej i nie trzymać za dużo w niepewności kanałów.</p>

<p><b>6. Żal kastrować </b>- to teczka, która jest, bo człowiek ma taką naturę kolekcjonerską, że nawet jak się nie przyda to coś trzyma i trzyma&#8230; U mnie lądują rzeczy które raz na rok mają coś ciekawego, i nie warto wywalać, a nie produkują za dużo śmieci aby zasługiwały na wieczny odpoczynek. Na przykład Steampunkowe wizje przerabianych komputerków tam trzymam, bo raz na jakiś czas ktoś pokaże coś ciekawego.</p>

<p><b>7. Elegant.</b> - Zbieralnika ciąg dalszy - kolekcjonuję i zbieram różnego rodzaju ikonki - ja każdy folder w Finderze mam w innej ikonce :-)</p>

<p><img src="http://dl.dropbox.com/u/2465302/minimal/rss2.jpg"  alt='rss2.jpg' /></p>

<p>Później już mam same foldery tematyczne, które są pełne sprawdzonych źródełek. Jak np. teczka o tematyce &#8220;minimalizm&#8221;</p>

<p>Oczywiście nazewnictwo folderów można dostosować pod siebie (ja lubię ciekawe i wyraziste, często tylko dla siebie znane tytuły, przecież to komputer osobisty <br />
prawda?), ilość specjalnych folderów tematycznych również - niektórzy ze względu na różnego rodzaju wykonywany zawód sprawdzają informacje branżowe z różnych dziedzin. Może to być jeden folderek, może ich być kilka, ważne aby nie powodowały bałaganu i nie przejmowały głównych zadań jakie spełniają foldery od 1 do 6. </p>

<p>Ot cała moja tajemnica jak nie ugrzęznąć w gąszczu informacji.<br />
System nie jest nowy, ani też nie jest mojego autorstwa, podpatrzyłem go gdzieś w sieci, dawno temu, przeczytałem, nie zastosowałem… później do tego wróciłem, doszlifowałem pod swój sposób używania internetu i sprawdza się znakomicie. Dodatkowo wspomagam się oznaczeniem we flagi (w google widać to jako gwiazdki) tematów do których jeszcze będę wracać.</p>

<p>Spróbujcie np. na miesiąc takiego systemu i zobaczcie czy nie będzie łatwiej nad informacją zapanować.</p>

<p>Oczywiście jeśli macie swoje spostrzeżenia i sposoby, zapraszam do dzielenia się nimi pod tym tekstem - minimalmac zostało stworzone do wzajemnego korzystania z doświadczenia.</p>

<p>Wierny fan RSS<br />
QDS
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-05-07T21:11:25+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>Art. 4: Jak kupować Maka? Radnik jakich mało.</title>
<link>http://minimalmac.pl/blog/art._4_jak_kupowac_maka_radnik_jakich_malo/</link>
<guid>http://minimalmac.pl/blog/art._4_jak_kupowac_maka_radnik_jakich_malo/</guid>
<description><![CDATA[<p>Jeśli myślisz o kupnie maka jest to Radnik dla Ciebie. Jeśli już go masz, uznaj go jako Po-Radnik. :-)</p>

<p>Po ostatniej prezentacji nowych komputerów z linii laptopów, wielu z nas się zastanawia nad zakupem, lub choćby jest zalewany informacjami o nowych hiper maszynach.
</p>

<p><b>1. Na czym opierać swoje decyzje?</b><br />
Nasz punkt widzenia często kształtowany jest przez strony producentów, „niezależnych portali”, czy blogosfery.</p>

<p>Na stronie producenta jest delikatnie mówiąc mało obiektywnie opisany nowy produkt. O tym będzie troszkę dalej. Na portalach typu Macworld itp. mamy jeszcze większą papkę marketingową - w ostatnich 6 miesiącach zaznaczyłem sobie 2 wartościowe teksty z setek pojawiających się wpisów w RSS z tego źródła.</p>

<p>A co możemy powiedzieć o większości prywatnych blogach? Setki pojawiających się artykułów zaraz po premierze, to głównie przedruk i w najlepszym wypadku analiza danych dostępnych na stronie Apple.com lub Keynote z samej premiery. Łatwo wtedy o wpadki, których można by łatwo uniknąć. Jeśli są artykuły oparte o testy, to głównie trwają one krótki, czas gdzie nie można dobrze i obiektywnie opisać nowego sprzętu. Często opis nagina fascynacja nowym sprzętem, zauważmy, że opisy pojawiają się głównie kilka dni po zakupie - każdy chce opisać jak najszybciej nowy towar, chce &#8220;pomóc&#8221; podjąć decyzję niezdecydowanym-zainteresowanym. Na palcach jednej ręki można policzyć opisy programów, komputerów np. dwa miesiące po premierze - kto by o tym pisał, przecież temat nie jest już wtedy „hot”?</p>

<p>Proszę nie zrozumieć mnie źle - piszę większość blogów, nie wszystkie. Jako źródło informacji jest to najlepsze miejsce na ich zdobycie,&nbsp; pomijając własne doświadczenia ze sprzętem. Bardzo sobie cenię dobrej, wysokiej jakości artykuły i opisy. Sam czytam z wielką przyjemnością np. rzetelne testy Pawła Dworniaka na <a href="http://www.makowiec.dworniak.pl/">makowcu</a>. Cieszę się również widząc tendencję do opamiętywania się co niektórych i zwalnianie tempa w ilości, kierując się w stronę tekstów autorskich charakteryzujących się lepszą jakością.</p>

<p>Wracając do tematu. Czy warto na takich źródłach opierać swoje decyzje? Niekoniecznie, ale dobrze się zapoznać z godnymi zaufania źródłami i mieć przy okazji do nich dystans.</p>

<p><b>2. Co najważniejsze? Potrzeby i szczerość.</b><br />
Nawet materiały szkoleniowe dla sprzedawców przygotowywane przez Apple, zaczynają się od punktu: „Poznaj potrzeby i realia klienta”. To prawda. Zadajmy sobie zatem pytania przed zakupem, nawet przed odwiedzeniem sklepu, czy aktualnej oferty Apple i&#8230; odpowiedzmy sobie na nie szczerze.</p>

<p>- Do czego będę go używał?<br />
- Jak już dziś korzystam z komputera?<br />
- Czy w komputerze liczy się dla nas np. wielkość ekranu czy mobilność?<br />
- To nasz główny jedyny komputer, używać będziemy go w domu i w pracy?<br />
- Z jakich programów korzystamy? <br />
- Używamy napędu DVD?<br />
- Nasza praca będzie opierać się o programy specjalistyczne typu projektowe, techniczne, graficzne, medyczne?</p>

<p>Im więcej pytań sobie zadamy, im szczerzej na nie odpowiemy, tym bardziej udany będzie to zakup.</p>

<p>W życiu zawsze jest tak, że zadowoleni jesteśmy najbardziej i co ważne najdłużej, jeśli kupujemy coś co odpowiada naszym potrzebom. Nie kupujmy z innych pobudek. Nie planujmy zmiany sprzętu bo, &#8220;już czas zmienić, aktualny ma 3 lata i obciach na całej lini&#8221;, &#8220;znajomy sobie teraz kupił&#8221;, (jeszcze lepsze &#8220;znajomy sobie teraz kupuje&#8221;). Nie po to nabywamy, bo tak wypada, nie po to aby dorównać lub przegonić znajomych. Są to pojęcia bardzo puste, zgubne i śmiesznie mylące.</p>

<p>Kupiłem ostatnio samochód, sąsiad mi mów, że też by taki chciał, bo fajny, a jego ma 20 lat i rdzę w promocji. Za chwilę podjadę pod sklep i stanę obok Porsche, którego fotel kierowcy kosztuje więcej niż mój cały samochód, spotkam się z wzrokiem politowania kierowcy tej fury i&#8230; Zawsze będzie ktoś kto ma lepszy sprzęt, nowszy, jak też i taki który ma mniej&#8230; to o niczym nie świadczy. Rozsądni ludzie kupują dla siebie, dla swoich potrzeb i możliwości finansowych. Niby to takie oczywiste, ale jak wiele w koło wystawnego życia i lanserstwa, prawda?</p>

<p>Dlaczego o tym piszę? Między innymi dlatego, że przez ostatnie kilka lat mogłem uświadomić sobie jak wielka jest fala kupowania czegoś co się nie wykorzysta, coś co ma świadczyć o naszym prestiżu, poziomie życia i skupiać zazdrosny wzrok osób postronnych. Tak ogólnie to 95% kupujących się tak zachowywało. </p>

<p>Mając już sprecyzowane potrzeby możemy przejść dalej. To był najtrudniejszy krok, przez wielu jak już wspomnieliśmy całkowicie pomijany, ale dalej już będzie „z górki”.</p>

<p><b>3. Co wybrać za specyfikację? </b><br />
Jeśli znamy swoje potrzeby to&#8230; w większości specyfikacja nie będzie najważniejsza. Dlatego jest dopiero na trzecim miejscu. </p>

<p>Każdy dzisiejszy komputer Apple w większości nada się do wszystkich naszych zadań. Nie ma już podziału na wersje do domu, czy do pracy, profesjonalnej pracy. W studiach w Final Cut ludzie pracują z powodzeniem na pierwszych białych iMakach z CoreDuo, Apple Mini, jak i na MacBook Pro. Dla standardowych zastosowań, każda konfiguracja będzie odpowiednia. To właśnie dla nas, zwykłych zjadaczy chleba ten radnik.</p>

<p>Zauważyliście, że nawet sam Apple nie ma jak za bardzo przedstawiać szybkości swoich najnowszych maszyn?
</p><p class="center"><img src="http://dl.dropbox.com/u/2465302/minimal/rad1.tiff"  alt='rad1.tiff' /></p><p>
Przy zachwalaniu nowych procesorów i grafiki pokazany jest MBP z kilkuletnią grą Need For Speed. Czy ktokolwiek z nas w nią gra?</p>

<p>Znakomita wydajność w najnowszych komputerach? Czym się tu pochwalić? </p>

<p>Na stronie wydajności nowych komputerów mamy wyniki w programach Motion, Modo, Aperture i Final Cut:
</p><p class="center"><img src="http://dl.dropbox.com/u/2465302/minimal/rad2.tiff"  alt='rad2.tiff' /></p>

<p>Co nam to daje? <br />
Nawet większość klientów nie wie do czego jest Modo, lub Motion, a co dopiero je używa i odczwa 1,5x szybciej?<br />
Przyznaję, że z tego zestawienia to możemy sobie patrzeć na Aperture, ale to przez to, że Apple zmienia target odbiorców tego programu i kieruje go do wszystkich nawet amatorów z lustrzankami.</p>

<p>Jeszcze to objaśnienie w odnośniku do. FCS: &#8220;Materiały zostały zakodowane z wykorzystaniem ustawień kompresora 3.5.2 H.264 for iPod Video 640x480 oraz Qmaster z maksymalną liczbą instancji dla każdego systemu&#8221; <br />
To nie jest nawet średnia przyspieszenia przy większej ilości popularnie wykorzystywanych funkcji przez użytkownika. Tak więc niech nikt nie myśli, że Final Cut przyspiesza na tym sprzęcie o 1,5 raza :-)</p>

<p>Pomijam minutą milczenia kolejny wykres dotyczący szybkości grafiki:
</p><p class="center"><img src="http://dl.dropbox.com/u/2465302/minimal/rad3.tiff"  alt='rad3.tiff' /></p>

<p>Kto z nas gra w Ureal&#8217;a 6-letniego lub inne zabytki typu Quake 4? Do sprawdzenia wydajności to faktycznie się te silniki gier przydają, ale chodzi mi o codzienne użytkowanie komputera. Gry 3D na najnowszych maszynach Apple? Przecież rynek gier na jabłko praktycznie nie istnieje&#8230;</p>

<p>Co ciekawe, smaczku dodaje jeszcze porównanie tych testów i ochów-achów z drugą zakładką promującą nowe maszyny: „Dlaczego MacBook Pro?”<br />
Nie ma ani słowa o programach, które tak pięknie wykorzystują nowe technikalia ich szybkość i wydajność. Mamy za to wzmiankę o fajnych funkcjach iPhoto, Mail, Safari, iChat, czy pakietu biurowego. </p>

<p>Tutaj możemy się podpisać obiema rękoma - to fakt, wyższość sprzętu apple to właśnie spójność, stabilność, przemyślany interfejs. Na ironię w tych wszystkich codziennych czynnościach nie będziemy odczuwać nowych kart graficznych czy procesora. Dlatego na początku wspomniałem, że specyfikacja to nie najważniejszy składnik nowego komputera. To nie sprawi, że  będziemy w codziennej pracy myśleć &#8220;jakie to fajne&#8221;, o specyfikacji zapomnimy najprawdopodobniej zaraz po zakupie.</p>

<p>Co do dzisiejszych specyfikacji podobne wnioski wypływają z wielu innych publikacji w internecie - ostatnio np. w felietonie „Prawdziwy macuser” autorstwa S@ntee w Moim Jabłuszku z lutego tego roku.</p>

<p><b>4. Jakość wykonania</b><br />
Osobiście skłaniam się do teorii, że właśnie jakość wykonania i zastosowane materiały dają nam najwięcej przyjemności w użytkowaniu (zaraz po dobrze działającym oprogramowaniu). </p>

<p>Świetna klawiatura w dzisiejszych makach, czy szklane touchpady to rzeczy które najczęściej dotykamy. Jak siadam do np. Toshiby czy HP poruszę kilka razy kursorem na ekranie dzięki touchpadowi - tandetnemu w dotyku i udziwnionemu w aktywne paski , to od razu mam wrażenie, że to tandetny, nie godny zaufania komputer. Nie poprawi już fakt duży dysk czy ilość ramu. Skrzypiąca klapa od laptopa, kilka światełek, włączników&#8230; ehh kiepska jakość łączy się z często z jeszcze gorszą ergonomią...</p>

<p>Zobaczmy, że biały MacBook od swojego brata metalowego różni się głównie jakością materiałów. Jeśli jakość się liczy, chcemy używać komputera przez kilka lat, proponuję zakup najtańszego modelu aluminiowego. Biały model jest świetnym wyborem, ale bardziej skłaniałbym się za poprzednim modelem (przed unibody).<br />
Może to dziwić, ale oprócz wielkiego plusu jakim jest naprawa wady konstrukcyjnej pękających plastików oryginalnych obudów MacBooków to za bardzo Apple się nie wysilił w Unibody White. Usunął podczerwień do pilota - funkcja z której często pod telewizorem korzystam, spód wyłożył gumą, która się brudzi i bardzo brzydko wygląda (gorzej niż w poprzednim modelu porysowany plastik), o pomstę wzywa wykorzystanie &#8220;połyskliwego&#8221; plastiku na klawiaturze, gdzie mikrorysy pojawiają się już po dniu użytkowania, widać na nim ślady strasznie&#8230; że kartę graficzną ma lepszą? A poprzednia była nie wystarczająca do codziennej pracy?</p>

<p>Oprócz klawiatury, touchpada i obudowy warto zwrócić uwagę na ekran. Ponownie przed nami staje dylemat - jaka rozdzielczość. Co ciekawe nie jest to tak proste jak by się wydawało. Nie zawsze ekran z większą rozdzielczością będzie lepszy&#8230; paradoksalnie, prawie w każdym przypadku mniejsza rozdzielczość (tzn. standardowa) będzie wygodniejsza do pracy. </p>

<p>Dlaczego Apple do nowych 15&#8221; ładuje rozdzielczość 1440 na 900 pikseli, a nie 1680 x 1050?<br />
Pewnie głownie dlatego, że ma ich dużo na stanie :-), ale fakt jest taki, że mniej oczy będą się męczyć na tej standardowej konfiguracji. Wpatrywanie się w wyższe rozdzielczości przy takich ekranach na dłuższą metę jest męczące.<br />
Oczywiście filmy w magicznym Full HD będą wyglądać ekstra, ale praca codzienna z tekstem lub cyferkami w wyższych rozdzielczościach to lekka męczarnia&#8230;</p>

<p><b>5. Koszty po zakupie.</b> <br />
Pamiętaj, że kupno komputera nie kończy się na nim samym :-)<br />
Bardzo często co nowy komputer to nowa przejściówka do TV lub rzutnika&#8230; Apple już o to zadba, aby kupić tylko jedną, jedyną białą pasującą. Etui dla komputera przenośnego lub torba, to rozsądny dodatkowy plan zakupowy.<br />
Jeśli zmieniamy sprzęt z PC, pamiętać trzeba o kosztach przejścia na oprogramowanie z Win na Mac. Jest wielka sterta oprogramowania darmowego, ale jeśli chce się mieć dobry program, który „trzyma” poziom ergonomii Mac OS to trzeba za niego zapłacić... mniej lub więcej ale jednak. Nawet jeśli mamy już zbiór oprogramowania ze starszej maszyny np. Tigera czy Leoparda, musimy się liczyć, że trzeba będzie nasze ulubione oprogramowanie uaktualnić do możliwości naszego aktualnego systemu operacyjnego. Bo czy jest sens korzystać z kilkuletniego programu na najnowszej maszynie z 10.6? Najlepiej używać zoptymalizowanego oprogramowania.</p>

<p>Jeszcze jeden koszt warto rozważyć - płatne rozszerzenie gwarancyjne. AppleCare jest dostępne w naszym kraju, większość APR&#8217;ów oferuje również własne płatne programy ochrony serwisowej. Warto rozważyć czy nie lepiej zabrać low-end konfigurację z przedłużoną gwarancją na 3 lata, zamiast lepszej konfiguracji ze standardowym 1 rocznym serwisem. O konfiguracji zapomnimy po miesiącu od zakupu&#8230; a gwarancja zawsze się może przydać.<br />
Co do serwisu i usług postaram się napisać coś więcej niebawem.</p>

<p><b>6. Kiedy kupić?</b><br />
Często to pytanie przewija się przez fora internetowe… Zawsze będzie tak, że kupując jakiś produkt wyjdzie nowy, lepsiejszy. Z komputerami nie jest dziś tak łatwo i przewidywalne jak np. z ipodami. Jeśli planujesz zakup iPoda, pamiętaj że we wrześniu pokażą nowe, a starsze trochę stanieją. To samo można przyjąć z iphonem - premiery zawsze w czerwcu, towar trafi w zależności od kraju w miesiącach letnich do sklepów. Z komputerami od czasu anulowania styczniowego Keynote, nie jest już tak &#8220;kalendarzowo&#8221; choć ostatnio widać wprowadzanie nowości w okolicach października - listopada i marca - kwietnia. Z oprogramowaniem też jest już loteria - mam wrażenie, że iLife / iWork wydają przy okazji jak mają trochę więcej czasu między premierami związanymi z iPhoneOS… Tak więc kupować trzeba wtedy jak jest taka potrzeba. Jeśli mamy chcicę na nowości warto poczekać np. 30 dni od naszej decyzji, ochłonąć i na zimno podjąć decyzję. </p>

<p>Życzę miłych wyborów aby sprzęt wzmagał&nbsp; efektywność w pracy, ułatwiał nasze życie i uprzyjemniał chwile w gronie rodziny.
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-05-04T15:52:29+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>Przygoda? Logitech Control Center</title>
<link>http://minimalmac.pl/blog/przygoda_logitech_control_center/</link>
<guid>http://minimalmac.pl/blog/przygoda_logitech_control_center/</guid>
<description><![CDATA[<p>Swego czasu miałem sterowniki do producenta mojego gryzonia. Podczas przesiadki sprzętowej nie instalowałem ponownie, wobec wielu wrażeń jakoś wypadło mi to z głowy. Wczoraj postanowiłem sprawdzić aktualność sterowników i je zainstalować. Czemu? </p>



<p>Otóż Logitech MX1000 uzyskuje dostęp do kilku przydatnych rozwiązań dla bocznych klawiszy - jak choćbynawigacja po stronach (wstecz-przód) za pomocą kciuka czy przechodzenie między uruchomionymi aplikacjami (odpowiednik śmigła z tabulatorem). Bo przecież nie dla wskaźnika stanu baterii w oknie preferencji, skoro sam gryzoń ma trzy stopniową diodę powiadomienia o stanie naładowania. ;-)
</p><p class="center"><img src="http://minimalmac.pl/images/uploads/preferences.png" style="border: 0;" alt="image" width="500" height="431" /></p>

<p>Z racji wieku mojego gryzonia, odwiedziłem stronę firmową, skąd pobrałem najświeższe sterowniki w postaci Logitech Control Center w wersji 3.2 (ostatnia wersja na moim komputerze nie dorosła nawet do numeru 3). Instalacja przebiegła prawidłowo. Restart i sprawdzenie uprawnień. Voila chciałem już powiedzieć gdy nagle kursor niespodziewanie uciekł mi w narożnik ekranu.&nbsp; Po chwili kolejny skok tym razem pod Dock. Nic, myślę sobie, pewnie jak to się zdarza koci włos znalazł się między soczewką a podłożem (o co przy dwóch sierściowcach w domu nie trudno). Dmuchnąłem i wróciłem do swoich zajęć. Powtarzalność skoków zaczęła się jednak mnożyć na tyle szybko, że postanowiłem zapytać wujka Gugiela w czym rzecz. Mądry po szkodzie, doczytałem że jest to znany (!) producentowi bug w najnowszej wersji sterowników dla OS X. Ręce mi opadły. Szukam dalej, jest - aby zlikwidować opisany problem, odinstaluj sterowniki i przywróć <a href="http://www.apple.com/downloads/macosx/drivers/logitechcontrolcenter.html" title="wersję 3.1">wersje 3.1</a>. No dobrze, uninstaller leży w teczce Utilities więc nie było problemu. Tylko czy tak być powinno. Czy na serwerach producenta powinny być udostępniane paczki z błędami? I to w miesiąc od aktualizacji i ich raportowania przez użytkowników?</p>

<p><br />
Przy okazji jednak przypomniał mi się kolejny feler. Sterowniki Logitecha mają paskudny zwyczaj psucia tabów w Safari. Wszystkie wyglądają jak aktywne - czyli są „na wierzchu”. 
</p><p class="center"><img src="http://minimalmac.pl/images/uploads/0_44620_60ecd28_XL.png" style="border: 0;" alt="image" width="500" height="50" /></p><p>&nbsp; <a href="http://forums.logitech.com/t5/Mice-With-Mac/LCC-3-1-and-Safari-4-0-3-issue-in-10-6-1/m-p/387386">źródło ilustracji</a></p>

<p><br />
Doczytałem się kiedyś że odpowiedzialne jest za to rozszerzenie Gllims dla Safari.  A tu jednak nie. To znowu producent sterowników. Całe szczęście rozwiązanie jest bardzo banalne - usunięcie następującego pliku:</p>

<blockquote><p>/Library/ScriptingAddons/LCC Scroll Enhancer Loader.osax</p></blockquote><p> </p>

<p>i jest jak być powinno od początku.<br />
Teraz tylko scrolowanie zdaje mi się zbyt wolne. ;-)</p>

<p>Pewnie uśmiechacie się pod nosem, ale dla mnie kwestia kciukowania była na tyle istotna (gdy już sobie o niej po raz kolejny przypomniałem), że warta kilkunastu minut spotkania z wujkiem Gugielem. Wiem że są alternatywne programy zarządzające gryzoniami oraz rozszerzające funkcje myszki - USB Overdrive ($20) czy SteerMouse (($20). Tylko że wolę wydać raz i nie dublować oprogramowania za które już wcześniej płaciłem producentowi urządzenia.
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-04-22T07:33:06+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>Art. 3: Niech notatki będą z Tobą</title>
<link>http://minimalmac.pl/blog/art._3_niech_notatki_beda_z_toba/</link>
<guid>http://minimalmac.pl/blog/art._3_niech_notatki_beda_z_toba/</guid>
<description><![CDATA[<p>Różne rzeczy człowiek wymyślał i nadal wymyśla do wspomagania pamięci, ale najlepiej sprawdzają się stare dobre notatki. <br />
Ciekawa rzecz, że chyba zawsze będziemy robić notatki, niezależnie od tego jak bardzo szybkie i skomplikowane urządzenia (skromnie nazywane komputerami) będziemy posiadać.
</p>

<p>Chyba każdy notuje, tak wiec temat wart poruszenia.<br />
Piszę o tym jeszcze dlatego, bo ostatnio obiecałem temat notatek przy okazji gawędzenia o czasie w  <a href="http://minimalmac.pl/blog/art._2_ju_czas_czas_oszczdza/">Art. 2</a></p>

<p><b>Jak to często wygląda?</b><br />
Znam człowieka, który używa żółtych karteczek - jak w życiu radośnie obklejając lodóweczkę, tak też i wirtualnie, korzystając z Nalepek dostępnych w Dashboard. Kiedyś chciał mnie o coś zapytać, powiedział „gdzieś mam zapisane do pana pytania” i otwarł dashboard z około 70 karteczkami! Szukanie i dokopywanie się do tej jednej jedynej zajęło mu sporo czasu. </p>

<p>Innym skrajnym przypadkiem był jeden z moich przełożonych. Nie miał nawet opanowane nanoszenie notatek na Dashboard i sumiennie obklejał każdą wolną przestrzeń naokoło klawiatury swojego MBP13&#8221; prawdziwymi karteczkami samoprzylepnymi!</p>

<p>Równie pocieszny jest widok człowieka z MacBook Air pod ręką... a pod drugą z kalendarzem książkowym formatu &#8220;zacnego&#8221;. Czy aż tak musimy komplikować sobie życie? W imię czego, notatek?</p>

<p><b>Czego oczekuję?</b><br />
Nim podzielę się z wami moim wyborem zestawu &#8220;prawie idealnego&#8221; do notatek, poniżej kryteria jakie dla mnie są najważniejsze.</p>

<p><b>1. Notatki tylko w formie elektronicznej.</b> Dlaczego? Nie będę zabierał wielkiego kalendarza zawsze ze sobą, nie uśmiecha mi się również przez jakiś czas tachać ze sobą dwóch - jednego z poprzedniego roku z ważnymi informacjami, drugiego aktualnego&#8230;<br />
Zeszyt też odpada -&nbsp; szukać jakiejś małej informacji dłużej niż 5 sekund? Nie widzę też sensu nosić pięknego skórzanego kalendarza ze względu na styl&#8230; jak już bym miał być stylowy to sprawiłbym sobie melonik. (na głowę, nie taki do jedzenia:-D)</p>

<p>Nie chcę również ich ręcznie przepisywać - wiele z tego co chcę zapisać, uaktualniam, zmieniam, wysyłam w postaci maili - to musi mieć postać cyfrową, co bym się za wiele nie narobił :-)</p>

<p><b>2. Odporność na kataklizm.</b> Muszą być odporne na stratę, złośliwość rzeczy martwych, czyli na tak zwane np. padaki dyskowe. Jednym słowem muszą być backupowane (trudne słowo), idealnym rozwiązaniem byłaby kopia &#8220;w locie&#8221;, bez mojej wiedzy i świadomej ingerencji. Nie można sobie pozwolić, aby skrzętnie gromadzone zapiski stracić w jednej chwili, prawda?</p>

<p><b>3. Synchronizacja to podstawa.</b> Chodzi o synchronizację między urządzeniami. W moim przypadku to są minimum 3 komputery i obowiązkowo telefon. Przecież nie będziemy tracić czasu na dbanie ręczne o aktualność notatek - przy jednym urządzeniu to problemu nie widać, zaczyna się piętrzyć adekwatnie do liczby używanych maszyn. Oczywiście wzorowa synchronizacja to również ukryta przed oczkami właściciela - w locie i w tle.</p>

<p><b>4. Intuicyjność i nasze ulubione słowo - klucz: minimalizm.</b> Nie będę się uczyć skomplikowanego systemu, który ma być podstawą moich prostych notatek - biorę klawiaturę w dłoń i nie myślę, jak mam to zapisać, tylko piszę. </p>

<p><b>5. Wyszukiwanie</b>, o którym już wspomniałem. Bez zbędnych bajerów, bez teczek, folderów, stosów, i co tam jeszcze do katalogowania potrzebne&#8230; Przecież wiem co szukam, chcę tylko wpisać słowo lub frazę i mieć pokazane wyniki, w przysłowiowe 5 sekund :-) bo dłużej to mnie nie bawi&#8230; Nicolas Cage potrafi ukraść w 60 sekund samochód, a ja mam poświęcać więcej czasu na szukanie jednej notatki?</p>

<p><b>6. Dostęp zdalny</b> do notatek przez www. Tak wiem, że to trochę mało bezpieczne, ale nikt nam nie każe trzymać w notatkach haseł do kont bankowych. A już kilka razy się przejechałem na tym, że telefon został w domu, a u kogoś w pracy potrzebowałem mieć dostęp do jakiejś notki. Oczywiście mając na myśli zdalny dostęp, rozumiem nie tylko podgląd ale też i edycję, tworzenie nowych notek.</p>

<p><b>7. Wszystko na wszystkim</b>. Jeśli chodzi o elektronikę, jak wiadomo, kompatybilność to zmora wszelaka, i nie jest obca nawet macuserom. Ja potrzebowałem rozwiązania notatek, które zapewni mi komfortową pracę na intelomakach z Snow Leopard, równocześnie tak samą płynną pisaninę i synchronizację na Power PC z Tigerem na pokładzie. Oczywiście do szczęścia i radości potrzebna też mi jest aplikacja dla mojego Stylofona (potocznie zwanego iPhonem).</p>

<p>No to się obnażyłem przed wami czytelnikami z moich chcic, zachcian i potrzeb&#8230; w takim razie co spełnia wszystkie siedem punktów?</p>

<p class="center"><img src="http://dl.dropbox.com/u/2465302/minimal/1.png"  alt='1.png' /></p>

<p><b>Częściami tej magicznej mikstury są:</b><br />
1. Aplikacja <b>Simplenote</b> dla iPhone <br />
2. Program <b>Notational Velocity</b> dla Mac OS 10.4 (dla iMac / iBook G3)<br />
3. Taki sam program Notational Velocity dla Mac OS 10.6 (dla iMac / MacBook Intel)<br />
4. Wspomagam się przy krótkich notatkach miłym widgetem o nazwie <b>DashNote</b> (nie działa niestety pod Tigerem)<br />
5. Dostęp przez web do notatek dzięki stronie <a href="https://simple-note.appspot.com">https://simple-note.appspot.com</a><br />
6. Wszystko razem spięte usługą synchronizacji <a href="http://simplenoteapp.com/">http://simplenoteapp.com/</a></p>

<p><b>Jak to wszystko działa?</b><br />
- Zaciągamy Notational Velocity z miejsca takiegoż: <a href="http://notational.net/">http://notational.net/</a><br />
- Jeśli nie jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami Tigera, ale z dumą mamy oswojonego kota Leopolda, (lub jego młodszego brata zdrobniale zwanego śnieżynką) możemy zaszaleć i zassać dodatkowo lub zamiast standardowej aplikacji, widget prześliczny z <a href="http://dashnote.resenmedia.com/">http://dashnote.resenmedia.com/</a><br />
- na posiadanego stylofona lub macanego naleśnika (w szerszych kręgach zwany iPod Touch) zassać w AppStore aplikację o nic nie mówiącej nazwie Simplenote :-)<br />
- aby się cieszyć synchronizacją i dostępem przez www zakładamy konto (prościzna - podajemy maila i hasło) na stronie producenta <a href="http://simplenoteapp.com/">http://simplenoteapp.com/</a><br />
- przechodzimy do Notational Velocity i w preferencjach podajemy swoje dane do konta simplenote,<br />
- ewentualnie przewracamy malutkim &#8220;i&#8221; z lewego dolnego narożnika widget DashNote, co by powinności synchronizacyjnej stało się zadość.</p>

<p>i Voila! (jak to mawiają, rzymianie pochodzenia francuskiego, mający matkę czeszkę, a ojca stryjecznego z dorzecza amazonki)</p>

<p>na zdjęciu jedna ze składowych naszej układanki- widget:</p>

<p class="center"><img src="http://dl.dropbox.com/u/2465302/minimal/2.png"  alt='2.png' /></p>

<p>ps. Można wybrać też inne aplikacje desktopowe zamiast Notatnional Velocity. Przegląd znajdziemy na: <a href="http://simplenoteapp.com/extras">http://simplenoteapp.com/extras</a> Ja zostałem przy NV z uwagi na pełną kompatybilność wsteczną z Tigerem.</p>

<p><b>Za ile ta przyjemność?</b><br />
Bardzo popularne ostatnio pytanie :-) </p>

<p>Aktualnie czyli marzec 2010 roku sprawa przedstawia się następująco:<br />
- Notational Velocity - free</p>

<p>- Dashnote widget - free</p>

<p>- Simplenote app iPhone - free, ale z małymi naprawdę delikatnymi reklamami, które możemy wyłączyć jeśli mamy konto Premium (o którym poniżej). Reklamy są &#8220;spokoloko&#8221; i znam osoby które nawet przy koncie Premium sobie je zostawiają, naprawdę nie przeszkadzają i są tylko w jednym miejscu aplikacji.</p>

<p>- potrzebne konto do synchronizacji i dostępu do notatek przez www <a href="http://simplenoteapp.com/">http://simplenoteapp.com/</a> - free. Dopiero przy pisaniu tego artykułu zobaczyłem, że jest free jeśli mamy free aplikację do iPhone, jak jej nie mamy i chcemy synchronizować tylko maki i www, jest opłata jednorazowa ok. 4$ za założenie konta. Hmm, dziwne. Wersja dla oszczędnych - poprosić znajomego o zaciągnięcie simplenote na iPhone i utworzenie konta dla nas. </p>

<p>Jeszcze wspomniałem o koncie Premium. To jest płatna wersja usługi synchronizacji - koszt ok 9$ rocznie. Otrzymujemy dodatkowo Backup, notatki przez mail, RSS, brak reklam i jeszcze kilka rzeczy wymienionych na stronce <a href="http://simplenoteapp.com/premium">http://simplenoteapp.com/premium</a> . Powiem tak, fajna sprawa, ale można bez tego żyć. Cieszyć się należy, że producent z szacunkiem traktuje klientów którzy nie wnieśli opłat i nie jest nachalny jak reklamy na gazeta.pl ;-)</p>

<p><b>Offline?</b><br />
Oczywiście działanie NV i innych programów desktop (99% pewności, nie sprawdzałem w praniu wszystkich) działa również offline - czyli bez netu lub też usługi synchronizacji można korzystać z notatek i tworzyć nowe. To samo jest z aplikacją na iPhone OS - mamy do tekstów dostęp bez zasięgu sieci. To jest miłe np. za granicą, gdzie roamingowe stawki za internet skłaniają do oszczędności nie tylko mnie poznaniaka, ale chyba każdego :-) Zdarzał mi się brak notatek w widgecie, przy wyłączonej sieci, ale jeśli odpalimy widget raz przy dostępie internetu, to do wyłączenia komputera będziemy się mogli cieszyć z ich obecności, nawet jak połączenie zniknie.</p>

<p>poniżej na obrazku Notational w akcji:
</p><p class="center"><img src="http://dl.dropbox.com/u/2465302/minimal/3.tiff"  alt='3.tiff' /></p>

<p><b>Dlaczego rozwiązanie nie jest idealne?</b><br />
Wspomniałem na wstępie że to &#8220;prawie doskonały sposób&#8221; na notatki. <br />
Czego mu w takim razie brakuje? Dla mnie brak jest dwóch rzeczy: </p>

<p>Pierwsza dotyczy aplikacji na Stylofonie - chciałbym aby w kolejnym uaktualnieniu aplikacji pojawiła się opcja PIN kodu przy próbie włączenia notatek. Choć telefon mam zawsze przy sobie, ufam domownikom i znajomym, to lekko obawiam się co się stanie jak telefon zgubię. Przecież każdemu się zdarza. Do szczęścia wystarczy mi 4 cyfrowy pin.</p>

<p>Druga sprawa odnosi się do Notational Velocity - co jakiś czas chwytam się na potrzebie otwarcia dwóch okien z notatkami. Chciałbym pisać jedną notatkę patrząc na inna w osobnym oknie. Aktualnie nie mogę tego zrobić w tej aplikacji. Może inne programy to oferują. Jeśli używacie ich, lub po tej recenzji skusicie się używać zwróćcie na to uwagę i dajcie mi znać :-) Na ten czas ratuję się otwartym tekstem notatki w TextEdit, co nie jest złe, ale minimalizmem bym tego nie nazwał. </p>

<p>To mój sposób na notatki. Mam je zawsze ze sobą. Synchronizowane między starymi i nowymi makami, jak i w telefonie. Praktycznie sam miód. Nie muszę się martwić o kolejne setki plików textedit, nalepek, czy notatek w mailu, które synchronizują się po kablu(!) z notatkami w iPhone. Nawet usługa .mac (MobileMe) nie ma synchronizacji notatek w locie. <br />
A system simplenote?Po WIFI i w tle.</p>

<p>Piękna sprawa, którą chciałem się podzielić z wami.<br />
Jeśli ułatwi to wam życie i zaprowadzi choć trochę ładu w komputerze, będzie mi bardzo miło. </p>

<p>W najbliższej nie sprecyzowanej przyszłości poruszę temat „Jak kupować Maka?”.<br />
Oczywiście będzie to ponownie czysto subiektywne spojrzenie na temat, nie podyktowane reklamami, modą czy przedrukiem z innych miejsc. <br />
Same szczere rady jak macuser, macuserce :-)</p>

<p>Jakieś pytania? Własne sposoby na notatki, sprawdzone aplikacje? Zapraszam do komentowania. Przecież, każdy prowadzi notatki :-) <br />
Nie ukrywam, że żywa dyskusja w komentarzach motywuje mnie do kolejnych wpisów na minimalblog :-p</p>

<p>Pozdrawiam<br />
minifix QDS
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-03-23T17:18:32+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>Art. 2:* Już czas Czas oszczędzać.</title>
<link>http://minimalmac.pl/blog/art._2_ju_czas_czas_oszczdza/</link>
<guid>http://minimalmac.pl/blog/art._2_ju_czas_czas_oszczdza/</guid>
<description><![CDATA[<p>Każdy go ma, magazynować go nikt nie umie, ucieka nam od wieków. Chcąc nie chcąc, jesteśmy uzależnieni od czasu i mnóstwo (jeśli nie wszystkie) decyzje jakie podejmujemy zależne są od nacisku, presji tik taka&#8230;
</p>

<p>Czas to swoistego rodzaju waluta - wszystko można przeliczyć na czas, każdy chce zrobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Wszyscy nim płacą, za wszystko.<br />
Utarło się nawet powiedzenie, że dziś czas biegnie szybciej, kiedyś było spokojniej. Dobrze wiemy, że czas płynie cały czas tak samo, tylko my mamy więcej spraw do załatwienia.</p>

<p>Dużym powodzeniem cieszą się managery zadań: Things, THL można by wymieniać bez końca&#8230; Ludzie przy okazji zarabiają na czasie, oferując szkolenia z organizacji pracy, uczenia systematyczności itp. Często z wielkim podziwem patrzę na tworzenie się różnego rodzaju filozofii. Minimalizm chyba powstał z tego, że ktoś panicznie się bał upływającego czasu. Nie jestem przychylny hołdowaniu takim filozofiom, błędem byłoby robienie z tego swojego celu życia, ale nie do pogardzenia jest wiele pomysłów upraszczających życie&#8230;</p>

<p>Prostota, minimalizm, łatwość obsługi. Jakże często słyszymy te słowa przy różnego rodzaju premierach produktowych. Wszystko to wiąże się z podstawową prawdą - czas jest cenny i szkoda go marnować. Ludzie wymyślili wszystkie te maszynki aby uwolnić nam trochę czasu. Czy to się udało? </p>

<p>Z jednej strony tak - arkusz kalkulacyjny jest potęgą, w porównaniu z grubym zeszytem księgowego który miałby wyliczyć wszystko „na piechotę”. Z drugiej strony patrząc, wiele z dobrodziejstw komputeryzacji zawraca nam głowę niepotrzebnie. Wielu z nas miało pewien etap w życiu gdzie grzebało w komputerach, ulepszało, walczyło z ich słabościami&#8230; i nic poza tym. Młodzi, nastolatkowie to głównie oni przechodzą taki etap w swoim życiu, zwłaszcza jak mają za maszynkę towar z powiewającym oknem w logo.<br />
Oczywiście niekiedy takie grzebanie przeradza się w pasję, a później w pracę, ale w większości przypadków to sztuka dla sztuki.</p>

<p>Pod jednym z innych artykułów na blogu przewinęły się komentarze, że używamy maków, bo są proste, często można na nich bardziej polegać niż na PC, i co chyba najważniejsze system i oprogramowanie mają przejrzyste i przyjazne. Te wszystkie składniki są dlatego przez nas wymieniane, bo oszczędzają nam czas. Chyba nikt z nas nie używa tych komputerów bo mają fajne logo :-) Szczerze wątpię w to, aby ktoś się stał fanem marki, jeśliby komputery apple miały działanie i komfort pracy porównywalny do &#8220;magnetofonu&#8221; dołączanego do Commodore 64&#8230;</p>

<p>W kolejnych moich wpisach na blogu podzielę się swoimi sposobami na oszczędzanie czasu. Jako pierwszy na warsztat pójdzie wszystkim nam znana czynność jaką są notatki.</p>

<p>Czas&#8230; owo zabiegany<br />
QDS</p>

<p>* gwiazdeczka, czyli taka prawie kropeczka: Numeracja artykułów, które tutaj popełniam odnosi się tylko do moich minifiksowych wypocin. Jak to w piosence pewnej &#8220;zawsze chciałem mieć takie coś...&#8221; Nie jest to numeracja wszystkich wpisów jakie pojawiają się na minimalblog.
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-03-18T19:15:10+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>Kim jesteś, Makjuzerze?</title>
<link>http://minimalmac.pl/blog/kim_jestes_makjuzerze/</link>
<guid>http://minimalmac.pl/blog/kim_jestes_makjuzerze/</guid>
<description><![CDATA[<p>Często zadaję sobie pytanie: kim jestem? Odpowiedź bywa różna. Zależna od tego, kto pyta, kiedy pyta, w jakich okolicznościach. Dla synów jestem ojcem, dla kolegów ziomem. Dla studentów wykładowcą. Dla makjuzerów zaś jestem przede wszystkim jednym z nich, również makjuzerem.
</p>

<p>Każde z tych pojęć odrobinkę mnie określa, każde ma swoją historię &#8220;stawania się&#8221;. Każde jest prawdziwe, ustawione w linijce tekstu i oddzielone przecinkami utworzyłyby opis mnie. Skrót, złośliwość, notkę lub epitafium. Dlaczego? Bo się wspólnie zazębiają. Chwileczkę, rzeczownik &#8220;makjuzer&#8221; też? Też. Co ma użytkowanie komputera wspólnego z osobowością? Ano, jestem przekonany, że ma.</p>

<p>Narzędzia zwykłem traktować jak narzędzia. Służą do wykonania pracy. Powinny być solidne, lekkie, niedrogie. Niemniej, w rękach rzemieślnika efektywne. Co jest niepomijalnym składnikiem efektywności? Umiejętność. Czucie działania. Przepływ na linii oczu, rąk twórcy i materii, którą twórca formuje. Nieistotne, czy mamy na myśli rzeźbiarza, czy stolarza. Drukarza czy pisarza. Dłuto lub młotek w ich rękach tak długo łączą myśl, oko i rękę z dziełem jak długo spoczywają w dłoni komfortowo, nie absorbują uwagi, nie rozpraszają skupienia. Nie przepychają się o miejsce w myślach. Idealna wiertarka jest przede wszystkim narzędziem do wiercenia lub wkręcania, idealny pędzel służy do nanoszenia farby w sposób nie męczący dłoni, idealny komputer&#8230; potrafi stać na biurku obok lampki z Ikei i kubka na ołówki. Jest ani ważniejszy od nich, ani większy, ani mniejszy rangą. W sam raz.</p>

<p>Jak większość posiadałem kiedyś komputer PC tak rozkosznie reprezentowany w reklamach Apple przez ciapciowatego grubaska. Zaczynałem wówczas studia, koledzy patrzyli nieco zazdrośnie, bo nie każdego było stać na komputer. Eseje i teksty przynosiło się na kartkach papieru. Z czym kojarzy mi się komputer? Z niemożnością. Komputer nie łączył się z internetem, bo internet w połowie lat dziewięćdziesiątych to był luksus. Żeby napisać prosty tekst, trzeba było zużyć mnóstwo energii elektrycznej. Nie bardzo było gdzie i jak ten tekst wydrukować, bo jeśli już znalazło się gdzieś drukarkę, wymagała ona tajemniczych sterowników&#8230; Kupiłem w antykwariacie maszynę do pisania i używałem jej prawie do końca studiów. Choć w ciągu owych czterech lat komputery zdążyły się całkiem poważnie rozgościć w domach, maszyna dzielnie mi służyła. Edytor tekstu w końcu z nią zwyciężył, ale maszyna zaczęła drugie życie jako rekwizyt teatralny. Word może pęknąć ze złości, ale prawa fizyki uniemożliwiają mu taka formę bytu. Owszem, jakiś drugi plan w telewizji, na ekranie włączonego peceta, ale żeby w teatrze? Jako przedmiot z duszą? Nie&#8230;Maszyna do pisania spełnia bowiem funkcję estetyczną, nawet gdy była przedmiotem użytku codziennego stanowiła element określający używającą jej osobę. Lub instytucję. Była uwiarygodnieniem. Nie sposób sobie wyobrazić Hemingwaya czy Bukowskiego bez maszyny do pisania tak jak nie można wyrzucić z pamięci fortepianu, na którym grał Humphrey Bogart w Casablance.
</p><p class="center"><img class="center" src="/images/uploads/bukowski.jpg" alt="" /></p><p>
Ba, maszyny do pisania uwiarygadniały urzędników, sądy, komisariaty policji, redakcje gazet. Czy dziś autorytety fotografowane są z komputerami PC? Niekoniecznie. Rzadko. W ogóle. Sporadycznie. Raczej na tle książek, stert papierów lub&#8230; z komputerem Apple nieopodal. Dlaczego tak? Może dlatego, że projektanci firmy Apple projektując komputer i jego funkcjonalność biorą pod uwagę świadomość użytkowników? Ich niechęć do przedzierania się przez opcje, pod opcje, odnogi i zakamarki tylko po to, by wysłać maila? Ich lęki, że narzędzie wyśliźnie się z rąk, okaleczy dzieło, unieruchomi twórcę lub zbuntuje się jak HAL 9000? </p>

<p>A może chodzi o pewien wytrych, przynależność przedmiotu do właściciela? Choć każda firma lubi podeprzeć się autorytetem używającym jej produktów, to właśnie dla Apple charakterystyczne stało się słowa-wytrychy wypowiadane przez osoby używające sprzętu lub oprogramowania z jabłkiem: &#8220;efektywnie&#8221;, &#8220;prosto&#8221;, &#8220;szybko&#8221;, &#8220;minimum nakładu, maksimum - efektu&#8221;. Czy można to zastąpić jednym synonimem? Tak, efektywność. Czy to wszystko? Nie. Ktoś napisał, że produkt Apple to nie tylko praca. To swoiste &#8220;doświadczenie pracy&#8221;, osobliwa więź z narzędziem. To za krótki tekst, by nawet liznąć filozofii, która się za tym stwierdzeniem kryje. Sądzę jednak, że świadomość pracy, obcowania z dziełem poprzez kulturę jego stwarzania, to jest już nie tylko sprawa jakości narzędzia, a również osobowości. Czy dziwi nas komputer Apple, którego używa w serialu doktor House? Czy efektywny magik medycyny, którego poza samym efektem końcowym, czyli wyleczeniem pacjenta, fascynuje sam proces leczenia, czyli tworzenia efektu końcowego, mógłby używać innego komputera? 
</p><p class="center"><img class="center" src="/images/uploads/house-apple.jpg" alt="" /></p><p>
Nie napiszę, że w czasach posiadania PC nie interesowałem się światem, jadłem tylko pizzę i byłem niezorganizowanym grubasem. Napiszę jednak, że zakup komputera Apple był jedną z pierwszych decyzji podjętych podczas reorganizacji własnego życia. Wyznacznikiem dojrzewania jest stopniowe przywdziewanie rzeczy na miarę. Marzenia zostają skrojone do możliwości, ambicje, nawet te duże, weryfikowane są pod dostępność zasobów i umiejętności. Życie też jakby się kroiło na miarę. Bo coś można, a czegoś już nie. Bo coś cieszy, a inne coś nudzi. Kupiłem komputer Apple, bo układam priorytety. Najpierw jest impuls. Potem myśl. Potem wykonanie. Efekt końcowy. A w ciągu dnia jedzenie.&nbsp; Bez zawiesistych sosów, cięzkich mięsiw, niezdrowych tłuszczów, bo dbam o dietę. Tak, myślę o swoim komforcie. Szanuję swoje &#8220;ja&#8221;. Może jestem egocentrykiem, słyszeliście tekst, że to jabłko centralnie świecące w pokrywkach laptopów Apple to symbol egocentryzmu, pretensji, innej orientacji, nowego bożka, złotego cielca? No to jestem egocentryczny, bo nie chcę zbędnych opcji i tego, by komputer mi przeszkadzał. Nie mam ochoty na wielkie pudła, sterty kabli, szumiące wentylatory i godziny spędzane na łapaniu wirusów i sterczenie pod stołem ze śrubokrętem. Nie mam ochoty na tanie części, na ten śmietnik elektroniczny, bo nie jest mi tyle części potrzebne. Nie jadam kaszanki na białym porcelicie. Jadam brukselkę na kolorowych talerzach z Ikei. Też tanio, a jakże inaczej. Nie mam ochoty na zgłębianie tysiąca nieodkrytych tajemnic Worda i Windows. Wolę po prostu włączyć komputer i napisać tekst. Jestem tylko ja i moja myśl. A gdy wyłączę komputer, to jest moja rodzina, lampka i książeczki dla dzieci. Odczuwanie świata. Wszystkiego w sam raz, na miarę. Od razu powiem, że za dużych telewizorów, samochodów i domów też nie lubię. </p>

<p>No, za duży ogród może być. Pełen zieleni. Uchylę chętnię furtkę i wejdę do tego sadu, między drzewa.<br />
Wiem, dlaczego jestem makjuzerem. Bo szkoda mi życia na wszystko, co jest tandentne, źle pomyślane, głupie i drażniące. Nieładne, niepotrzebnie i absorbujące. Niestety, nie jestem czarujący ani zblazowany jak Bogart. Nie mam Nobla jak Barrack Obama. Nie jestem też genialnym medykiem jak Dr. House. Jestem jednak człowiekiem, który zadaje sobie pytania o sens tego, co robi, jak robi, po co żyje. Kim jest. I może ta umiejętność zadawania sobie pytań jest łącznikiem między nami, świadomymi Makjuzerami.
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-03-10T18:30:12+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>Jak czytasz człowieku!</title>
<link>http://minimalmac.pl/blog/jak_czytasz_czlowieku/</link>
<guid>http://minimalmac.pl/blog/jak_czytasz_czlowieku/</guid>
<description><![CDATA[<p>Staram się odkopać w pamięci chwilę, kiedy po raz pierwszy sięgnąłem po RSS. Choć korzystam z nich co dzień, to nie jestem w stanie umiejscowić w czasie. Ba, nawet nie pamiętam pierwszego źródła. RSS stał się dla mnie nieodłączną częścią systemu, nieodłącznym towarzyszem dnia. W chwili uruchomienia komputera, wraz z systemem uruchamiane są Mail i czytnik RSS.
</p>

<p>Przysłowiowa poranna kawa czyli maile i wiadomości. Wszystko poukładane w przegródkach, na wyciągnięcie ręki. W czasie gdy kawa skrapla się do kubka, świeże informacje są pobierane z wielu stron internetowych. Gdy już siadam przed ekranem, są podane na tacy. Nie muszę każdego dnia odwiedzać stron domowych, niejednokrotnie przeładowanych reklamami. I co najważniejsze - nie obawiam się że ominie mnie ostatni wpis autora, którego lubię. Co najwyżej ikona nieprzeczytanych treści niebezpiecznie zbliży się do stu, dwustu, trzystu…</p>

<p>Co jakiś czas zmagam się z przyrostem, czy może wręcz przerostem źródełek w moim czytniku RSS. Pomimo czystek, ich ilość jest nadal znacząca i nigdy nie zeszła poniżej setki. Zaczyna to pomału przypominać walkę z wiatrakami. ;) </p>

<p>Z kilkumiesięczną częstotliwością, korzystając z zamieszania wywołanego redukcją źródeł, rozglądam się i przyglądam czytnikom RSS dostępnym na nasz system. Licząc na to, że wraz ze zmianą czytnika, zmniejszę ilość źródełek. O naiwny! </p>

<p><b>Vienna</b>, <b>NetNewsWire</b> i <b>NewsFire</b> oraz od jakiegoś czasu <b>Times</b> - to według mnie pierwszoligowi gracze. Twórcy każdego z nich stawiają nacisk na co innego. Dla jednych ważna jest prostota i funkcjonalność, drudzy skupiają się na formie wizualnej. W założeniu mamy klasyczną sytuację - dla każdego coś miłego.</p>

<p><b>Co oferują współczesne czytniki RSS?</b> To co powinny, czyli oszczędzają nam czasu każdego dnia, segregując wiadomości z interesujących nas kanałów, umieszczając je w odpowiednich teczkach. Dostajemy w wielu przypadkach możliwość indywidualnej ich konfiguracji (wtyczki Flash, JavaScript czy własny plik CSS). Pozwalają oglądać materiały multimedialne - stając się niemal pełnowartościowymi przeglądarkami www.</p>

<p><b>Czy coś je wyróżnia</b>? Ciężko wyrokować. Każdy z nich posiada drobiazg, który pozwala spojrzeć przychylnie. Każdy ma jednocześnie minusy. Co więc wybrać?</p>

<p><b>To co za darmo czyli Vienna</b>, której twórcy oferują nam podział RSS na zbiory (katalogi) tematyczne w bardzo prosty sposób, mianowicie metodą drag&amp;drop. Jeśli oczywiście lubimy mieć wszystko posegregowane zamiast listy alfabetycznej (gdybyśmy nie lubili na co mam czytniki RSS?). Skoro testy, to zdecydowałem się pobrać wersję 2.5 Beta, w której na pierwszy rzut oka nie znalazłem rewolucyjnych zmian w porównaniu z wersją poprzednio zainstalowaną. Jako nowość pojawiają się wbudowane wtyczki oraz możliwość samodzielnej kompilacji tego co jest nam potrzebne. Oto co oferują na dzień dobry programiści:
</p><ul>
<li>Share with Twitter</li>
<li>Share with Facebook</li>
<li>Share with Evernote</li>
</ul><p>
Vienna potrafi zmienić formę wyświetlania treści za pomocą arkuszy CSS tak, by dopasować ją do naszych potrzeb (mamy ich na stronie do wyboru z ponad trzydziestu plików). Istnieje oczywiście możliwość dopasowania nie tylko przy pomocy już gotowych plików, lecz także samodzielnego napisania odpowiedniego arkusza (instrukcja także na stronie). Możemy także stosować SmartFolder, znane z programu Mail. Jeśli chcemy Vienna wyświetli ilość nieprzeczytanych wpisów w MenuBar.<br />
Brak jest polskiej wersji językowej, ale nic nie stoi na przeszkodzie by taka powstała. Twórcy poszukują osób chętnych do współpracy.<br />
<img class="center" src="http://minimalmac.pl/images/uploads/vienna.jpg" /><br />
Link: <a href="http://www.vienna-rss.org">http://www.vienna-rss.org</a></p>

<p><b>Pół darmo czyli NetNewsWire</b>. Ten program miał od dawna wbudowaną synchronizację z serwerem na którym mogliśmy przechowywać nasze źródełka. Od kilku miesięcy nastąpiła spora zmiana - program z wersji darmowej przeszedł do formy płatnej. Co więcej, wygaszono synchronizację z własnym serwerem i dano do dyspozycji serwer Google Readera. Na czym polega różnica?&nbsp; Otóż wersja bezpłatna wyświetla w jednym z narożników niewielkie animowane banery reklamowe, a dostęp do Google Readera daje możliwość dostępu do naszych źródeł z każdego komputera w każdej chwili. NetNewsWire tak samo jak Vienna pozwala nam sortować źródła według własnych potrzeb za pomocą katalogów. Co więcej, wraz z synchronizajcą zachowana zostaje struktura przechowywania  źródeł RSS (katalogi i oznaczenia gwiazdkami).</p>

<p>Możliwość zamieszczania postów z poziomu czytnika za pomocą ustawień MarsEdit lub innego programu desktopowego obsługującego blogi. Dodatkowo program daje nam możliwość zapisywania artykułów do formatu HTML. <br />
Do niedawna był to mój ulubiony czytnik, niestety zbyt rozbudowany o własną obsługę skryptów czy funkcji, jak choćby wyszukiwanie nieaktywnych źródełek, co powodowało widoczne obciążenie dla programu, a czasem i problematyczne i niepełne wczytywanie pojedynczych wpisów.<br />
NetNewsWire istnieje także w postaci aplikacji na iPhone<br />
￼<img class="center" src="http://minimalmac.pl/images/uploads/nnw.jpg" /><br />
Link: <a href="http://www.newsgator.com">http://www.newsgator.com</a></p>

<p><b>Gdzie dwóch się bije - NewsFire</b> (testowana wersja to 1.6 beta 1) jest w moim odczuciu najszybszym z czytników. Jest również tym czytnikiem który do tej pory nie zdobył mojej sympatii… aż do dzisiaj. W zasadzie najprostszy z trzech przeze mnie opisanych. Ma najskromniejsze menu, co nie znaczy że sam program jest słaby. Za jego pomocą dodatkowo (poza RSS) możemy udostępniać czytane wpisy via Twitter czy własnego bloga jednym tapnięciem w klawiaturowy skrót. NewsFire  posłuży się dźwiękiem, by poinformować o nowym wpisie. Jego domyślna skóra nieodparcie kojarzy mi się z interfejsem iPhone.&nbsp; W zasadzie nie mam co opisywać i to w pewien sposób przemawia za NewsFire - jego prostota.<br />
Jakiś czas temu był to program płatny lub do pobrania w wersji Lite. Teraz można go mieć bez opłat. Na blogu znajdziemy zapowiedź wersji dla iPhone.<br />
<img class="center" src="http://minimalmac.pl/images/uploads/NewsFire.jpg" /><br />
Link: <a href="http://www.newsfirerss.com">http://www.newsfirerss.com</a></p>

<p>Z poważniejszych graczy został jeszcze płatny ($30) <b>Times</b>. I z nim mam największy problem. Pomimo posiadanej licencji z ubiegłorocznego MacHeist, nie zdecydowałem się na przerzucenie ikony Times do Aplikacji na dłużej niż dla samego testowania. Times jest efektowny, począwszy od samej ikonki. Nawet bardzo efektowny. I w tym upatruję źródło jego porażki na moim biurku. Animacje mające przypominać przeglądanie papierowej prasy czy efekt przesunięcia slajdu. Niestety, mimo atrakcyjnej formy program jest dla mnie niefunkcjonalny. Może w wersji na iPad? ;)<br />
￼<img class="center" src="http://minimalmac.pl/images/uploads/times.jpg" /><br />
Link: <a href="http://www.acrylicapps.com/times">http://www.acrylicapps.com/times</a></p>

<p>Jest jeszcze <b>Mail</b> od wersji systemowej 10.5.0, który ma wbudowaną obsługę RSS. I znów, sposób w jaki to robi nie do końca mi odpowiada (tak samo jak i w Safari czy Times), więc świadomie go pominąłem.</p>

<p>Jako ciekawostkę proponuję zapoznać się z <b>Gruml</b> (<a href="http://www.grumlapp.com">http://www.grumlapp.com</a>), który jak sami twórcy mówią - „Jest w fazie bety i nie wściekaj się na nas”. Z ważniejszych funkcji:&nbsp; potrafi się synchronizować z Google Reader. Wizualnie nie różni się od Vienny czy NNW. Potrafi się zamyślić na dłużej. Ot, ciekawostka, która ma spore szanse dołączenia do peletonu.</p>

<p>Nie wspominam o obsłudze skrótów klawiszowych, ponieważ każdy opisywany program to potrafi. Każdy oferuje import/eksport pliku OPML (czyli lista naszych zakładek) oraz wyświetlanie ikonki serwisu przy źródełkach. Każdy powiadomi w Docku o ilości nieprzeczytanych wpisów.
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-03-08T13:53:11+00:00</dc:date>
</item>

    
</channel>
</rss>