Rysownikiem nie jestem i pewnie nie będę. Wśród studentów fotografii znana jest anegdota, że Ci, co nie zdali rysunku na grafikę, bo im talentu rysunkowego zabrakło, idą na fotografię. Jakieś ziarenko prawdy w tym jest.
Rysuję niedużo, a chciałbym więcej i lepiej. Najczęściej są to bardzo wstępne szkice projektu do druku lub scenorys. Powstają na spotkaniach z klientami lub w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy pragnę zwizualizować pomysł, żeby mi nie uciekł z pamięci. Noszenie ze sobą tradycyjnego tabletu raczej odpada, chociaż znam takie osoby. Osobiście jestem bardzo przywiązany do papieru, w równym stopniu do mojego notesu, kalendarza, co i książek w tradycyjnej formie. Więc pozostaje mi przerysowywanie lub skanowanie koncepcji z notesu i dalsza praca nad nim w komputerze. Od razu zaznaczam, że tego drugiego prawie nigdy nie robię. Po prostu rysuję od początku w komputerze, wprowadzając zmiany. W moim wydaniu taki rysunek wygląda znacznie lepiej.