“Wejście na stałe do kanonu literatury światowej” to dość mgliste sformułowanie. Zależy od tego, co dla kogo znaczy kanon. Kanon krytyków, mediów, wydawnictw, sieci sprzedaży?
A dość dobrą opinią za granicą (Francja, Niemcy, USA) cieszy się ostatnio mocny przecież Jerzy Pilch. Nagroda Bookera (o ile mnie pamięć nie myli), ostatnio nagroda jakiegoś towarzystwa wydawnictw (bodajże za “Tysiąc spokojnych miast”). No i to jest literatura, która jednak trzyma poziom (w odróżnieniu do obecnego dziennika w Przekroju niestety).
Druga sprawa – w światowym kanonie jest przecież (w drugą stronę z kolei) Cormac McCarthy, murowany kandydat do tegorocznego nobla (jak się okazało nie taki znowu murowany ;)) – no a na język polski praktycznie nieprzekładalny, mimo iż prawie w całości przełożony.
Więc uważam “wejście do kanonu literatury światowej” za kategorię skomplikowaną i wymagającą subiektywnego definiowania.
A dla mnie po prostu liczą się dobre książki, które fajnie się czyta. A z polskich autorów ostatnio hurtem reportaż. Tochman, Hugo-Bader, Szczygieł. Bardzo fajne opowieści.