Gdybym od początku został prosto i zrozumiale dla mnie pouczony, iż kompletnie nie znany mi format e-pub to taki sam format w sensie konsekwencji etc., jak .txt, .rtf, .doc, .pdf, i zastosowanie go nie jest w żadnej mierze związane z jakąkolwiek dziedziną praw autorskich i praw pokrewnych, to jasne, że nie przyszły by mi do głowy jakiekolwiek wątpliwości.
Być może wyjaśnieniem mojego poprzedniego wpisu w tak kategorycznej formie jest następujący cytat, który zrozumiałem jako wyjaśnienie mechanizmu/formatu i konsekwencji e-pub:
…Automat, który dokonuje konwersji za autora przyjmuje nazwę domeny, z której artykuł pochodzi. Tym samym przyznaje owemu domyślnemu autorowi prawa autorskie. Jest to poniekąd racja, bo indywidualne prawa autorskie są niezbywalne, czyli zawsze autorem tych tekstów jest i będzie p. Jacek Rochacki. Natomiast w tym wypadku wydawcą jest minimalmacpl i stopka ePub przypomina, że prawa majątkowe należą do minimalmacpl. Nawet jeśli artykuł ukazał się jako dostępny za darmo nie oznacza to, że można te teksty cytować bez podania autora i wydawcy….
i to spowodowało moje kategoryczne oświadczenie. Następny cytat, będący w moim rozumieniu sprzecznością z powyższym:
…A praw majątkowych też nikomu nie przekazano, ale minimalmacpl, jako platforma publikacji niejako te prawa zabezpiecza. Po prostu, gdyby ktokolwiek bez zgody te teksty kopiował, sprzedawał itd, naruszy prawa zarówno Twoje, Jacku jak i minimalmacpl…
spowodował moją tym większą dezorientację a powtórzenie frazy o prawach minimalmacpl tym bardziej utwierdziło mnnie w moich, powiedzmy, wątpliwościach.
@ JSG: Panie Janie: nie wiem, czy przykład z tekstami Johna C. Loringa aplikuje się w pełni do tej sytuacji. Teksty, które, jak sądzę, ma Pan na myśli, są zamieszczone na Jego prywatnym portalu właśnie w celu ich ściągania *) a nie na forum dyskusyjnym jako “starter” rozmowy na temat fajek Dunhill. Wiele z nich to errata lub uzupełnienie Jego książki, inne są skrótami/“zajawkami” jego publikacji. Oczywiście mam książkę Ś.P. Johna w edycji papierowej zakupioną dla mnie w Chicago czas jakiś temu.
Jak zawsze
Jacek A. R.
*) Teksty Johna, jak każdy tekst gotowy/przeznaczony do publikacji, jest po tzw. obróbce redakcyjnej. Moje tu opowieści w takiej jak tu widzimy formie wymagają do publikacji zredagowania, nadania im zbornej formy, opatrzenia ich ilustracjami etc. Najwidoczniej inaczej rozumiem pojęcie “publikacja” niż proste dokonanie wpisu mającego rozpocząć rozmowę na internetowym forum dyskusyjnym. A nie chodzi o rozmowy na temat TYCH tekstów akurat, gdyż miały one posłużyć jako pretekst do rozmów na temat “przygód z historią”.